[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Trudne słowo - nostryfikacja
Ponad rok temu udałem się do właściwej dla mojego miejsca zamieszkania Wojskowej Komendy Uzupełnień po stempelek do książeczki wojskowej poświadczający, że jestem zwolniony z obowiązku odbycia służby wojskowej. Taki stempelek przysługiwał wszystkim absolwentom uczelni wyższych, którzy skończyli studia w roku 2005. Niestety pani w okienku niezbyt przychylnym okiem na to wszystko spojrzała - dyplom miałem tylko w angielskiej i niemieckiej wersji językowej... na dodatek nie zgadzał się z dokumentami, które jasno stwierdzały, że nie zostałem powołany do wojska tylko dlatego, że studiuję na Uniwersytecie Wrocławskim, a nie na Uniwersytecie Kraju Saary (gdziekolwiek by to nie było).
To właśnie wtedy rozważałem możliwość nostryfikacji mojego dyplomu na macierzystej uczelni. Dzięki dwustronnym umowom polsko-niemieckim o wzajemnym uznawaniu tytułów naukowych byłem już wykształciuchem, mój pracodawca nie robił żadnych problemów z rozpoznaniem dyplomu. Jedynym problemem było wojsko, które posługuje się własną logiką. Dlaczego więc pewien kandydat na pewne publiczne stanowisko nostryfikował na Esgiehu swój dyplom MBA uzyskany na University of Wisconsin - La Crosse? Pan Pełniący Obowiązki ma już 42 lata więc z pewnością obowiązek odbycia służby wojskowej już go nie obejmuje. W chwili nostryfikacji dyplomu miał już wyższe wykształcenie. Więc po co to wszystko?
Problemem jest oczywiście brak polsko-amerykańskiej umowy o rozpoznawaniu tytułów naukowych. Dlaczego takiej umowy nie ma? Problemem są... niskie standardy nauczania w Stanach Zjednoczonych. Może się to wydawać dziwne, ale USA to duży kraj, w którym jest baaardzo dużo uczelni nadających różnego rodzaju stopnie naukowe. Wynika to z tego, że tytuły naukowe w USA nie podlegają nadzorowi Państwa i każda uczelnia może je nadawać. Tak, każda Wyższa Szkoła Wszystkiego Dobrego w USA może wystawić dyplom magistra, albo doktora... tytuł taki nie tylko nie jest równoważny z tym uzyskanym w Stanford, nie będzie on bowiem nigdzie rozpoznany, również w Polsce. Taki dyplom (szczególnie, jeśli został uczciwie uzyskany, a nie kupiony od pierwszego-lepszego spamera) można przecież nostryfikować na renomowanej uczelni aby dodać sobie nieco blasku, prawda?
Ostatecznie zrezygnowałem z nostryfikacji, napisałem drugą pracę magisterską, obroniłem ją i uzyskałem drugi tytuł magistra. Zaś dzięki powtórzeniu rozporządzenia w roku 2006 zostałem również przeniesiony do rezerwy.
08 stycznia 2007, 20:53:54
Komentarze
Gratuluję samozaparcia no i pomyślnego zakończenia sprawy! :)
q, 08 stycznia 2007, 21:11:03Trudno, zeby sie nie zaparl, jak mu tyle trulam dupe ;)
No to teraz profesura – ciekawe tylko, czy bez motywacji będzie miał ochotę i czy to jest jego kolejny cel w życiu ;)
q, 08 stycznia 2007, 21:13:16Studia doktoranckie to jak na razie z nas dwojga ja zaczelam :>
a można wiedzieć, na jaki temat ta praca magisterska?
[bo jestem pierwszy raz na joggu, więc nie wiem, czy o tym pisałeś]
Hmm.. To nawet widac w poprzednim wpisie.. :P
Dawid Gatti, 09 stycznia 2007, 08:41:37Jak dobrze, ze nie jestem Polakiem i nie mam takich problemow z wojskiem ;)
GiM: Locating the Risk of Changes oraz Directional Type Checker for Prolog
Dawid: A Szwedzi Cię nie szukają?
No to mnie przestraszyles, bo ja z ksiazeczka do WKU ide po tym semestrze, i mialem nadzieje, ze nie bedzie problemow (zaswiadczenia o pobieraniu nauki wysylalem im ze Szkocji przez dwa lata).
Jak mi ktos kaze dokonczyc studia na AGH, to nie bedzie fajnie…
Skoro wysyłałeś im zaświadczenia ze Szkocji, to raczej nie powinno być problemu (chociaż mnie odesłali z kwitkiem już po tym jak zapłaciłem za przysięgłe tłumaczenie dyplomu).
Kagan, 14 listopada 2007, 23:22:40W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu
doktorskiego wysłałem do prof. dr hab. Tadeusza Mołdawy, Dziekana
Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu
Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3, pokój nr 20, tel./fax
(0-22) 55 20 218 tel./fax (0-22) 826 57 91 email: wdinp@uw.edu.pl
dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi.
Dziekan nie chce się ze mną spotkać, a jego sekretarka jest wobec
mnie wręcz agresywna i insynuuje mi, że mój dyplom jest wręcz
fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie
powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam
nawet matury.
Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach
poleconych.
Dzisiaj, to jest w środę, 14 listopada 2007, udało mi się wreszcie
spotkać z Dziekanem Mołdawą, ale dopiero po poinformowaniu jego
sekretarki, że zgłosiłem mą sprawę do Pana Rzecznika. Dziekan był w
stsounku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż
1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody
prawne, to jest: – Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu
i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić,
mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski), – Zarząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby
utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na
nostryfikację) oraz – Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone
przez przepisy regulujące nostryfikację.
2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk
politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk
Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł
doktora filozofii. Zanaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych
stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest
najwyższym z możliwych stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
stopień równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w
Niemczech, gdzie na stanowisko profesora wymaga się „Habilitation
oder PhD”.
Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”,
Monash University zajmuje 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski
nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006
miejsce 326, a Monash wówczas miejsce 38
(www.ui.ac.id/indonesia/extra/tabelqs.pdf).
W skrócie: Podanie o nostryfikację mego australijskiego dyplomu
doktorskiego wysłałem do prof. dr hab. Tadeusza Mołdawy, Dziekana
Wydziału Dziennikarstwa i Nauk Politycznych Uniwersytetu
Warszawskiego, ul. Krakowskie Przedmieście 3, pokój nr 20, tel./fax
(0-22) 55 20 218 tel./fax (0-22) 826 57 91 email: wdinp@uw.edu.pl
dnia 22 sierpnia 2007, i do dziś nie otrzymałem na nie odpowiedzi.
Dziekan nie chce się ze mną spotkać, a jego sekretarka jest wobec
mnie wręcz agresywna i insynuuje mi, że mój dyplom jest wręcz
fałszywy albo otrzymany na podrzędnym uniwersytecie, a więc nie
powinienem jej zawracać głowy oraz iż najprawdopodobniej nie mam
nawet matury.
Na dodatek na UW zaginęły dokumenty, które wysłałem tamże w listach
poleconych.
Dzisiaj, to jest w środę, 14 listopada 2007, udało mi się wreszcie
spotkać z Dziekanem Mołdawą, ale dopiero po poinformowaniu jego
sekretarki, że zgłosiłem mą sprawę do Pana Rzecznika. Dziekan był w
stsounku do mnie wręcz agresywny, i powiedział mi, iż
1. Będzie stawiać na moje drodze wszystkie możliwe przeszkody
prawne, to jest: – Powoła specjalną komisję zajmującą się weryfikacją mego doktoratu
i uczelni, która go nadała (jej wyniki można sobie łatwo wyobrazić,
mimo iż Monash University w Melbourne, Australia, gdzie uzyskałem
mój dyplom, jest o wiele wyżej notowany niż Uniwersytet Warszawski), – Zarząda, abym przetlumaczył mą rozprawę na język polski (aby
utrudnić mi maksymalnie życie i przedłużyć okres mego oczekiwania na
nostryfikację) oraz – Będzie ode mnie wymagac maksymalnych opłat, jakie są dozwolone
przez przepisy regulujące nostryfikację.
2. Jego zadaniem mója doktorat, choć wyraźnie jest z nauk
politycznych, nie nadaje się do nostryfikacji na Wydziale Nauk
Politycznych Uniwersytetu Warszawskiego, jako iż formalnie mam tytuł
doktora filozofii. Zanaczam tu, iż w krajach angielskojęzycznych
stopień doktora filozofii (Philosophiae Doctor czyli PhD) jest
najwyższym z możliwych stopniem naukowym, i upoważnia, jak polska
habilitacja, do objęcia stanowiska pełnego profesora, a więc jest to
stopień równorzędny z polską habilitacją. Tak też jest np. w
Niemczech, gdzie na stanowisko profesora wymaga się „Habilitation
oder PhD”.
Przypominam też, iż w rankingu “The Times Educational Supplement”,
Monash University zajmuje 33-43 miejsce, zaś Uniwersytet Warszawski
nie wchodzi nawet do pierwszej setki – zajmował on w roku 2006
miejsce 326, a Monash wówczas miejsce 38
(www.ui.ac.id/indonesia/extra/tabelqs.pdf).
Kagan, co Ty pieprzysz, przecież to co piszesz to nie jest na temat. Zresztą wracaj do Australii, kto z mądrych w Polsce szuka pracy? Przecież wszyscy stąd uciekają właśnie do krajów anglojęzycznych.