Skip to: Site menu | Main content

Autor

Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.

O tym jak nie dostałem pracy

Czepianie, Wynurzenia

Wstęp

Mniej więcej dwa lata temu zacząłem na serio interesować się różnymi pracodawcami i rozpocząłem pierwsze przygotowania do szukania pracy. Jako, że do ukończenia studiów cały czas miałem jeszcze sporo czasu, nie podchodziłem do tego w desperacji, lecz zupełnie na spokojnie, na zasadzie - jak się uda to fajnie, a jak nie to i tak mam jeszcze czas znaleźć coś innego. Tak się akurat składa, że mąż mojej ciotki pracował w Procter & Gamble i był bardzo zadowolony. Stąd dowiedziałem się, że firma owa bardzo chętnie zatrudnia ludzi młodych, świeżo po studiach, albo wręcz na praktyki. Niewiele myśląc udałem się więc na stronę, która podówczas znajdowała się pod adresem it.kariera.procter.pl i wypełniłem formularz zgłoszeniowy wraz z CV (które miałem już przygotowane, bo musiałem się ubiegać o miejsce na seminarium).

Etap II

Po tygodniu (a może dwóch) oczekiwania otrzymałem mejla z prośbą abym udał się na podaną stronę i wypełnił formularz z pytaniami. Linka przy tym miałem (zgodnie z instrukcją w mejlu) otworzyć przy pomocy Internet Explorera w wersji przynajmniej X, albo Netscape Navigatora w wersji przynajmniej Y. Przekonany, że treść mejla jest przedawniona otworzyłem linka w Firefoksie i oczom moim ukazał się komunikat

404 File not found.

Okazało się bowiem, że treść mejla nie jest przedawniona, a serwer został tak skonfigurowany, żeby innym przeglądarkom odsyłać kod błędu. Na szczęście na terminalach w MPI był odpowiedni Netscape Navigator i wypełniłem (żebym nie skłamał) chyba 17 stron pytań. Przy czym odpowiadałem uczciwie pamiętając, że nie ma złych lub dobrych odpowiedzi.

Etap III

Po ponad miesiącu otrzymałem kolejnego mejla informującego mnie, że zostałem zakwalifikowany do kolejnego etapu. Tym razem miałem wziąć udział w teście umiejętności analitycznych... w siedzibie P&G w Warszawie. Test składał się z prostych zadań matematycznych (z których większość sprowadzała się do rozwiązania układu równań liniowych) oraz z rozumienia tekstu pisanego po polsku. Było nas czterech (jeden ze współzdających pochwalił się swoim statusem weterana testów, które przechodził również w Ernst&Young oraz PWC i jeszcze gdzieś tam), ale zdały tylko dwie osoby. Przy czym nie otrzymaliśmy wyników, po prostu dowiedziałem się, że zdałem i że ktoś się ze mną skontaktuje.

Etap IV

W kolejnym etapie zaproszony zostałem ponownie do Warszawy na rozmowę z pracownikiem działu HR. Pan haerowiec nie mógł najpierw przez dłuższy czas znaleźć wolnej sali, ale w końcu usiedliśmy sobie i pogadaliśmy. Musiałem przypominać sobie jak ostatnio zareagowałem na trudną sytuację, albo jak postąpiłem w sytuacji gdy musiałem wybierać między X a Y i generalnie udowodnić, że wspaniale radzę sobie w zespole i sam wychodzę z inicjatywą itd. Po rozmowie dowiedziałem się, że firma skontaktuje się ze mną w swoim czasie, ale raczej nie prędko, bo trwa reorganizacja i nikt nic nie wie i w ogóle to lepiej jakby się ta rekrutacja nie odbywała.

Etap V

Po kilku tygodniach otrzymałem kolejne zaproszenie do warszawskiej siedziby P&G na rozmowy z menadżerami czegośtam. Na dobry początek - dobrze mi już znane problemy ze znalezieniem sali. Pan menadżer ratował się opowiadając mi jak to fajnie, że ostatnio biuro zostało zamienione w open space (cokolwiek by to miało znaczyć) i że tak jest fajniej. Następnie wyrzucił jakichś ludzi z sali, którą zajęliśmy. Pytania, które mi zadawał, niewiele różniły się od tych z mojej poprzedniej przygody. Jak sobie radzę w stresie, opowiedzieć coś po angielsku, czy przewodziłem kiedyś grupie, czy umiem współpracować z innymi itd. Na koniec ja zadałem pytanie, czym się pan menadżer zajmuje. Odpowiedział mi (z pełnym przejęciem i ewidentną pasją w głosie), że cały jego dział zajmuje się uzupełnianiem cyferek w jakimś programie. Ale jest to bardzo, ale to bardzo ważne, bo jak się ktoś pomyli, to to wpływa na działanie całej firmy, na całym świecie.

Po rozmowie okazało się, że nie ma kto ze mną przeprowadzić drugiej rozmowy. Z braku laku wyrwano więc dwójkę pracowników, którzy zabrali mnie na lunch i opowiadali jaka wspaniała jest firma, bo stabilne zatrudnienie, bo szkolenia za granicą i w ogóle najważniejsze to dobrze sobie zorganizować pocztę elektroniczną, bo to najważniejsze narzędzie pracy. A w ogóle to P&G rekrutuje kadrę menadżerską ze swoich pracowników, więc każdy ma szansę się wybić.

Drugą rozmowę prowadził ze mną szef całego tego kramu. Fantastyczny gość, nawiasem mówiąc. Muszę przyznać, że rozmowa ta sprawiła mi ogromną przyjemność, bo człowiek na poziomie, gadał do rzeczy, nie pytał o bzdety, tylko interesowało go co robiłem na studiach, czy to mogłoby mieć potencjalne zastosowanie np. w P&G... no generalnie zrobił na mnie olbrzymie wrażenie. Jedyne co, to posługiwał się sporą ilością skrótów i nazw, które były specyficzne dla firmy, ale nie miały dla mnie żadnego znaczenia (np. powiedział mi, że jest pierwszym polskim szefem Global CośTam). A w ogóle to właśnie przejmują Gillette i trochę mają mętlik. A ponieważ fajnie nam się gadało, to na koniec (w ramach przysługujących mi pytań) spytałem jak mnie ocenia.

Na koniec miałem nieprzyjemność rozmowy z panią menadżerką, która co chwila wchodziła mi w słowo, nie pozwalała dokończyć żadnej myśli i w ogóle była strasznie niecierpliwa. Ja byłem już wtedy zmęczony i miałem ochotę jak najszybciej to zakończyć i pójść sobie wreszcie. Na zakończenie poprosiłem, żeby tym razem oszczędzili mi kolejnych tygodni czekania i poinformowali o wyniku postępowania najlepiej jeszcze tego samego dnia, o ile to możliwe.

Epilog

Ok. godziny 19 zadzwoniła do mnie pani z P&G, powiedziała, że wszystkie dzieci były świetne i wszystkie zasłużyły na zwycięstwo, ale takie są reguły "Od przedszkola do Opola", że tylko jedno dziecko może wygrać i to nie byłem tym razem ja. Ale na pewno świetnie sobie poradzę itd itp.

Podsumowując - rekrutacja trwała ponad pół roku. Tak długo, że zastanawiałem się, czy nie podzielić tej sagi na odcinki i publikować co kilka dni. Na sam koniec miałem już szczerze wszystkiego dość, ale postanowiono mnie dobić traktując jak smarkacza startującego w konkursie na najładniejszą laurkę z okazji Dnia Matki. Mimo wszystko starałem się być obiektywny i unikać sarkazmu. Po tym wszystkim, co przeszedłem, zależało mi naprawdę na tej pracy, jakkolwiek bym tego nie deprecjonował.

15 stycznia 2007, 20:05:55

Komentarze

krzysiek gaudy, 15 stycznia 2007, 21:25:17

Naprawdę gratuluję cierpliwości:) Dla mnie to trochę upokarzające mimo wszystko i chamskie z ich strony. Jeśli chodziłeś tam do nich kilka(naście?) razy, cała rekrutacja trwała pół roku, a na koniec babka Ci mówi, jakie są reguły „Od przedszkola do Opola”... całkowicie niepoważne.
Moim zdaniem minimum, co powinni zrobić to dokładnie uzasadnić dlaczego się nie dostałeś. Wykazać w czym byłeś gorszy niż konkurencja.

Jajcuś, 15 stycznia 2007, 21:41:59

A jeśli rzeczywiście wszyscy wypadli podobnie i zadecydował ładny uśmiech innego kandydata (prawdopodobna sytuacja i IMHO całkiem ok)? Są sytuacje w których trudno powiedzieć coś innego niż „było wielu dobrych kandydatów, ale wybraliśmy innego”... Oczywiście też można skłamać i wymyślić jakiś powód…
No i ostatnia sprawa… kandydat któremu się powie „Odpadłeś, bo ….”, często będzie się bronił „Nieprawda, bo…”... i komu to potrzebne?
Zastanawia mnie tylko czemu to wszystko musiało trwać aż tak długo… To wymagałoby wyjaśnienia. Na bieżąco.

rzyjontko, 16 stycznia 2007, 08:31:27

My kandydatom nie podajemy uzasadnienia, dlaczego zostali odrzuceni. Wysyłamy im standardową formułkę, że nie mamy wakatów odpowiadających ich umiejętnościom. I tego też oczekiwałem od P&G. Nie chcą mnie… OK, rozumiem. Ale naprawdę mogli sobie oszczędzić tego wstępu, jakim to okazałem się świetnym kandydatem. Gdybym był świetny, to by mnie przyjęli.

Co się zaś długości postępowania tyczy, to krążą opinie, że niektóre firmy celowo komplikują proces rekrutacyjny nie dlatego, żeby te wszystkie informacje o kandydacie były niezbędne do podjęcia decyzji o zatrudnieniu, ale żeby zrobić na kandydacie wrażenie profesjonalnych (mamy tylu kandydatów, że o przyjęciu decyduje wszystko).

Dawid Gatti, 16 stycznia 2007, 09:18:50

Ciesz sie ze do HP nie startowałeś to dopiero tragedia. Potrafia Ci podac np. zły adres budynku i pokoju, żeby sprawdzić czy się spóźnisz i czy szybko się odnajdujesz. albo wysyłają Cie na drugi koniec polski, żebyś uścisnął dłoń szefa; tylko dlatego żeby Ci powiedział, że się jutro o 12:00 spotykacie w innym mieście. I to wszystko żeby sprawdzić czy Ci zależy na pracy. Cooz jak ktoś szuka pracy to nie dlatego, ze ma to gdzieś, ale dlatego że chcę i mu żależy.

bazyl, 16 stycznia 2007, 14:28:11

Takie firmy zazwyczaj wyprowadzaja mnie z rownowagi. I to na tyle, ze jak widze, ze zaczynaja krecic, to sam rezygnuje z imprezy.
Moja obecna firma kazala mi przyjechac na rozmowe jedynie raz. Wczesniej sami sie wysilali i w sumie niewiele mojego czasu zabrali. Calosc trwala 3 tygodnie, choc mogla trwac lekko ponad tydzien (nie mialem jak przyjechac na rozmowe).
Rozmowa ostateczna podobala mi sie najbardziej. Traktowali nas wszystkich dobrze. Duzo rozmawialismy, ale wyraznie bylo czuc pasje w pytajacych. A i pytania byly konkretne.
Byl tez test.
Ale sama atmosfera byla ladnie lagodzona. Lacznie z tym, ze w tak zwanym miedzyczasie poczestowali nas smaczniutkim obiadem, a na rozmowe mozna bylo przyjechac dzien wczesniej, bo zaczynalo sie wszystko dosc rano. Za hotel i transport placili oni.
Chyba dlatego wybralem te firme.

Jajcuś, 16 stycznia 2007, 14:31:37

Do mnie pracodawca przyleciał specjalnie z Amsterdamu, żeby pogadać o tym, czy zechciałbym dla niego pracować (na etat, wcześniej u niego tylko dorabiałem po godzinach)...

Piotr Konieczny, 17 stycznia 2007, 11:12:42

Jacku, to sie nazywa „the letter of spierd#laj” ...i zawsze jest fragment podobny do:

„Byles najlepszy, ale niestety…” :)

Moim zdaniem najgorsze sa interviews telefoniczne – bo zazwyczaj zlapia Cie na komorce, sami siedza w konferencyjnym na glosnomowiacym i g. slychac, a przy pietnastym „Czy moglby Pan powtorzyc ostatnie zdanie” z Twoich ust, czujesz sie po prostu niesamowicie glupi…

q, 17 stycznia 2007, 16:36:44

I w ten oto sposób wylądowaliśmy na zapyziałym zadupiu Zachodu ;) A z telefonicznymi interviews Jacek jakoś nie miał problemu, afaik :>

rzyjontko, 17 stycznia 2007, 18:27:08

O telefonicznych interviews jeszcze kiedyś może napiszę. Ale na razie – sza.

q, 02 lutego 2007, 22:08:53

OK, ale chcialam jeszcze napomknac, ze P&G jakos sie nawet nie zajaknal na temat zakwaterowania – bo przeciez kazdy ma kogos w Wawie i ma sie gdzie zatrzymac.

Aleks, 25 kwietnia 2007, 10:01:08

Hey…wlasnie dostalam mily list z odmowa od „cudownej firmy” .U mnie rekrutacja szla strasznie szybko. Tylko na odpowiedz czekalam ponac 3 tygodnie, po 2 tygodniach wyslalam inquiry letter, pytajacy co dalej… Przeszlam aplikacje, i tetsy i 1 rozmowe…nie zaprosili mnie na kolejne. W romzowie zapytalam czy za rok moge aplikowac do P&G jeszcze raz ale np w Australi, Pan zdziwiony moim pytaniem powiedzial- „Nie, jak Pani podziekuje tu to na zawsze jako cala firmaP&G”...Przed testami jeszcze spytano sie czy nie wolimy pisac w innych jezykach niz polski….a gdy na sali zapadla cisza, Pan powiedzial- no to dobrze bo i tak nie mam innych testow, po czym po rozdaniu zadan, z 5 osob na sali zglosilo ze ma testy po angieslku…ciewawe co na to powidzieli by w siedzibie glownej. Pozdrawiam i powodzenia w poszukiwaniu pracy.

pheat123, 25 kwietnia 2007, 17:09:35

Hey, wlasnie otrzymalem maila z informacja ze przeszedlem pierwsyz etap i zapraszaja do Warszawy(etap trzeci naszego bohatera ;) ), studiuje na trzecim roku na politechnice i ubiegam sie o praktyki w P&G IT aczkolwiek termin egzaminow jest wielce niewygodny, wiecie moze ilu kandydatow podchodzi do egzaminow, a ilu sie dostaje, chcialbym ustalic priorytety … nie wiem czy oplaca mi sie jechac do Warszawy tym samym opuszczac wazne egzaminy?!!?

rzyjontko, 25 kwietnia 2007, 18:06:36

pheat123: Jak pisałem: z 4 osób test zdały 2. Jeden gość zapadł mi w pamięć, bo hojraczył niesamowicie (że gdzie to on nie był – w PWC, KPMG i ile to on już testów nie napisał). No i oczywiście odpadł. Ja bym raczej poszedł na egzamin – zawsze możesz spróbować za rok. Ale decyzja należy oczywiście do Ciebie.

Karola, 06 maja 2007, 12:51:06

Nie strasz mnie! :) Wlasnie przeszlam testy i jestem na etapie ustalania z nimi terminu rozmowy… nie wiedzialam, ze sa tak nieprofesjonalni

rzyjontko, 06 maja 2007, 12:53:45

Karola: na pocieszenie mogę tylko dodać, że było to akurat w czasie przejmowania Gillette.

Ale z moich doświadczeń również z innymi firmami (w tym moim aktualnym pracodawcą) wynika, że do bałaganu trzeba się po prostu przyzwyczaić ;] A tak na serio, to porządek może panować tylko w firmach, które się nie rozwijają.

ds, 22 października 2007, 19:11:27

A ja dziś przeszłam testy i mam czekać na telefon w celu umówienia spotkania, już bezpośrednio z managerem danego działu. A gdzie sito HR-owe?

madziorek, 11 maja 2008, 09:41:28

Hejka, jak to spotkanie wypadło? Też mam z managerem działu od razu, mogę wiedzieć, o co pyta?

hjobt, 10 czerwca 2008, 11:25:26

Macziorek i jak udało sie dostać do P&G bo ja też próbuje, narazie mam za sobą testy, odpisz!

kurczakos07, 10 czerwca 2008, 14:42:53

no wlasnie dostalas sie , bo ja czekam ciagle na wyniki i sie juz doczekac nie moge

hjobt, 12 czerwca 2008, 07:35:12

Nadal nic nie wiem :/

Treść komentarza można formatować zgodnie ze składnią Textile.
Odpowiedzi śledzić można przy pomocy RSS RSS .