[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Strach przed nieznanym
"Zachód", Czepianie, Narcyzm, Wynurzenia
Twórcy polskich (choć może powinienem po prostu napisać nieamerykańskich) serwisów internetowych odznaczają się dwoma cechami:
- Obawą przed konfrontacją.
Amerykanie dysponują dodatkowymi źródłami wiedzy i doświadczeniami, niedostępnymi dla pozostałych. Tworzą swoje oprogramowanie w kosmicznym tempie, bo korzystają ze znacznie lepszych narzędzi i zaawansowanych technologii, które do nas jeszcze nie dotarły. Poza tym ich metodyka pracy znacznie przewyższa nasze standardy. Za każdym razem, kiedy my skopiujemy wreszcie ich zdobycze, oni odskakują nam na kilka lat do przodu - po prostu nie ma na nich rady. Zamiast z nimi walczyć, lepiej bacznie się przyglądać temu, co robią... i, ewentualnie, kopiować ich pomysły, zanim sami zdążą zlokalizować swój produkt na potrzeby polskiego rynku. - Brakiem znajomości języków obcych.
Wielu ludzi uważa, że nasz kraj jest zacofany, niedojrzały, a na rynku brakuje odbiorców dysponujących odpowiednią siłą nabywczą. Internet jest medium, przy pomocy którego można w niedrogi sposób dotrzeć do odbiorców z całego świata. Tylko trzeba się z nimi jakoś porozumieć. Nie wierzę, że językiem angielskim biegle potrafi się posługiwać 72% polskich biznesmenów. Zamiast pytać, jak oceniają swoją znajomość angielskiego, należałoby raczej spytać, jak często rozmawiają po angielsku ze swoimi partnerami za granicą bez obecności tłumacza. Bierna znajomość języka angielskiego i zerowa znajomość kultury i obyczajów obcych krajów jest - i będzie - główną barierą docierania na inne rynki. Przytoczę tutaj anegdotkę o tym, jak to jeden z dyrektorów wpadł na genialny pomysł hasła reklamującego nasz produkt w Niemczech: "Sieg! Erfolg! Expansion!"
Polskich firm, które podbiły świat, jest co najmniej kilka. Istnieją już polskie firmy (np. Q-workshop), które globalny rynek podbiły poprzez Internet. Myślę, że przyszedł już czas na pierwszy polski serwis, który podbije cały świat (przynajmniej w obrębie własnej niszy) i wierzę, że niedługo to nastąpi. Kto wie, może to właśnie open-tran.eu nim będzie? Z całą pewnością nie będzie to serwis "społecznościowy", raczej konkretny produkt oferujący konkretną wartość dodaną.
Ja obcych się nie boję (a Niemców, Angoli i Amerykanów w szczególności). Kiedyś się chwaliłem, że zostałem zacytowany w publikacji Microsoft Research. Od tego czasu ilość cytowań zdążyła jeszcze wzrosnąć. A że byłem również wśród 91% autorów publikacji odrzuconych na ICSE 2006, porażek się nie boję.
To takie moje 3 grosze w dyskusji o innowacjach, pomysłach i realizacjach.
25 lutego 2007, 17:27:33 1 komentarz
Zmiany na open-tran.eu
W ramach realizacji pierwszych feature requestów dodałem formularz na stronie głównej wyszukiwania. Ale najważniejsze zmieniło się pod spodem. W tej chwili open-tran.eu jest gotowy do przyjęcia innych wersji językowych. Jak tylko będę miał czas, to wrzucę obsługę kilku najpopularniejszych języków i poszerzę bazę o tłumaczenia Gnome'a. Tylko co tu zrobić, żeby serwis wypromować?
22 lutego 2007, 22:14:03 5 komentarzy
Open-Tran.eu
Wczoraj uruchomiłem serwis dla tłumaczy oprogramowania open source open-tran.eu. W tej chwili serwis potrafi sugerować tłumaczenia angielskich fraz na język polski bazując na tym jak zostały one (lub podobne frazy) przetłumaczone w KDE.
Zapraszam oczywiście na stronę, żeby zobaczyć jak to działa i o co w ogóle chodzi. A chętnych do współpracy gorąco zachęcam do przesyłania mi wszelkich uwag na mejla (np. sliwers@googlemail.com) albo jida (sliwers@jabberpl.org).
14 lutego 2007, 21:38:17 4 komentarze
Pokażmy Niemcom, kto jest Mistrzem Świata!
Słuchajcie! Ja tu od wczoraj nie mogę słuchać radia, bo cały kraj oszalał na punkcie zwycięstwa z Polską w jutrzejszym finale MŚ w piłce ręcznej. Zróbmy szwabom dowcip i pokażmy im, kto jest prawdziwym Mistrzem Świata!
Najpierw wchodzimy na sportal.de, przewijamy w dół i szukamy w prawej kolumnie ramki z nagłówkiem "Umfrage" (sonda). Sonda się nas pyta, czy reprezentacja Niemiec zostanie mistrzem świata. Klikamy "Nein" i obserwujemy wyniki ;]
Następnie wchodzimy na portal publicznej telewizji i klikamy w "Ihr Tipp: Wer wird Weltmeister?". Wybieramy Polskę i klikamy w "Abstimmen".
Wchodzimy też na Sport Bild. Tam Umfrage znajduje się również w prawej kolumnie... wiecie, co wybrać ;]
Na stronie Niemieckiego Faktu ankieta jest w lewej kolumnie. Pytają się nas, czy chłopaki z niemieckiej reprezentacji rozniosą Polaków. Wybieramy "Nie, Polacy są za silni!" i "Abstimmen".
Na koniec RTL. Pytają się nas, czy Niemcy dadzą radę zdobyć tytuł MŚ. Wybieramy zdjęcie naszych chłopaków opatrzone tekstem "Nie, Polacy wygrają. Nie utrzymamy tak wysokiego poziomu."
Miłej zabawy!
03 lutego 2007, 23:23:06 32 komentarze
Bayesian Filters
Związek frazeologiczny bayesian filter
pochodzi od nazwiska brytyjskiego matematyka Thomasa Bayesa. Jakkolwiek samo złożenie tych dwóch słów (wprowadzone przez Paula Grahama) jest semantycznym nadużyciem (oryginalny filtr poparty jest wątpliwym aparatem matematycznym, a jego modyfikacje nadal nie mają wiele wspólnego z twierdzeniem Bayesa), to przekręcanie go na filtr bayesiana
z całą pewnością nie jest poprawne.
03 lutego 2007, 20:21:01 1 komentarz
O tym jak nie poszedłem na interview
Wstęp
Z cyklu: o tym jak nie pracuję w... dziś będzie o firmie Siemens... to znaczy BenQ... to znaczy Rinf.
Telefon z pytaniem o to, czy jestem zainteresowany pracą w firmie Siemens. Umawiam się na rozmowę we wrocławskim biurze firmy... Rinf - widać duże firmy zlecają mniejszym firmom znalezienie pracowników (sobie pomyślałem). Pani pyta mnie o moją wiedzę, doświadczenie, ale tak naprawdę interesują ją nazwy języków programowania - wszak jej jedynym zadaniem jest wręczenie mi odpowiedniego testu...
Test
... dwóch testów, gwoli ścisłości. Pierwszy z Javy, drugi z C++. Zadania typu: przeanalizuj poniższy fragment kodu i odpowiedz na pytanie, co robi:
- Nie kompiluje się.
- Wykonanie kończy się nieobsłużonym wyjątkiem.
- Program wypisuje 10.
- Program wypisuje 11.
STL, wielokrotne dziedziczenie, template'y... no, jednym słowem nie podobał mi się ten test. Nie miałem prawa go dobrze napisać, więc napisałem go byle jak. Nie miało to zresztą dla mnie większego znaczenia, bo nie spieszyło mi się specjalnie ze znalezieniem pracy. Mimo to, jeszcze tego samego dnia (a może następnego) poinformowano mnie, że zostałem zakwalifikowany do następnego etapu rekrutacji, którym miało być...
Szkolenie
Dowiedziałem się, że szkolenie trwa dwa dni (sobota/niedziela), obejmuje wiedzę z zakresu autoprezentacji i języka angielskiego, i jest obowiązkowe. Udałem się zatem w sobotę na Klecinę i razem z grupą kilkunastu innych osób wziąłem udział w podnoszeniu swoich soft skills.
Zadaniem pana trenera było przekonanie nas, że wszyscy się świetnie nadajemy do pracy w firmie Siemens. Żeby dodać nam otuchy, pan trener dowodził nam, że mamy wyższe kwalifikacje (i znacznie bogatsze doświadczenie) od pani sprzątaczki, a dowolnego języka skryptowego możemy się nauczyć w czasie krótszym niż od momentu rozmowy kwalifikacyjnej do momentu rozpoczęcia pracy. Tyle optymizmu wlał w nasze serca, że aż ktoś się spytał o pensję, na jaką można liczyć na starcie.
Ale czy pensja jest naprawdę tak ważna? Najważniejsze, że będziemy pracować w znanej na całym świecie międzynarodowej korporacji zapewniającej bezpieczeństwo stałego zatrudnienia... czy jakoś tak.
Zasadniczo rzecz ujmując, to szkolenie przygotowywało nas do rozmowy kwalifikacyjnej, którą odbyć mieliśmy w firmie Siemens. Pracowalibyśmy dla firmy BenQ (a może BenQ-Siemens, tego nawet trener podówczas nie wiedział). Natomiast zatrudnieni bylibyśmy w firmie Rinf... przynajmniej na początku. Bo po roku (albo pół) firma Siemens (albo BenQ) przejęłaby nas do siebie. Wrócimy do tej konstrukcji po szkoleniu z języka angielskiego.
Angielski dla kandydata
Sala, w której siedzieliśmy od godziny 8 rano bez obiadu, została nieco przemeblowana. Gdy wróciliśmy, stały w niej tylko krzesła ustawione na planie okręgu. Zajęliśmy swoje miejsca, a prowadzący szkolenie Irlandczyk rozpoczął tworzenie nastroju grozy. Zamysł był taki, że jeśli będzie się zachowywał jak osoba niepoczytalna i nieobliczalna, będzie nagle podnosić, to znów ściszać ton głosu, to poczujemy się jak na rozmowie kwalifikacyjnej. Wyrywał nas więc jednego po drugim i każdy musiał się przedstawić i powiedzieć jakie studia skończył. Na koniec każdy musiał mieć idealnie opanowaną formułkę My name is... I have graduated from... I have studied...
. I po tym, jak dowiedziałem się, co studiowali moi współtowarzysze niedoli, stwierdziłem, że chyba nie mam ochoty pracować tam, gdzie oni... z całym szacunkiem dla wszystkich nauczycieli fizyki. Większość uczestników miała poważne problemy z przedstawieniem podstawowych faktów dotyczących swojej osoby. Ponieważ dalsze szczegóły bogatych karier moich współtowarzyszy niespecjalnie mnie interesowały, postanowiłem zrezygnować z drugiego dnia szkolenia, a tym samym z rozmowy kwalifikacyjnej z Hansem (czy innym Helmutem).
Epilog
O co w tym wszystkim chodziło? Firma Siemens dysponowała określonymi limitami rocznego zatrudnienia. Aby móc zatrudnić większą (niż dozwolona) liczbę osób, wynajmowała firmy zajmujące się body leasingiem (zwanym również human resources, ew. outsource'ingiem), które zatrudniały tych dodatkowych ludzi za niewielką prowizją. Ponieważ handlarzy jest wielu, każdy stara się złapać jak największą liczbę niewolników i wyposażyć ich w jak najlepszą broń, aby przeżyli jak najwięcej walk na igrzyskach. Hojnie obdarowując ludzi szkoleniami i kursami języka angielskiego oraz przygotowaniem pod kątem konkretnej rozmowy kwalifikacyjnej, firma Rinf zwiększała szanse swoich ludzi na zgodę Siemensa na zatrudnienie dla BenQ w firmie Rinf.
02 lutego 2007, 22:52:50 9 komentarzy