[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Mozilla straszy mnie pozwem o złamanie praw autorskich
Gwoli ścisłości: zostało mi zasugerowane, że nie chciałbym, żeby Mozilla Foundation wytoczyła mi proces o złamanie praw autorskich. Oczywiście, nic mi nie grozi. Nawet przez chwilę nie przeszło mi przez myśl, że Mozilla Foundation mogłaby nie tylko chcieć wystąpić przeciwko mnie do sądu, ale chociażby zażądać usunięcia swoich danych. Ale sama problematyka wydaje mi się bardzo ciekawa ze znacznie szerszej perspektywy.
Najpierw kilka słów wprowadzenia, o co poszło. Prowadzę serwis open-tran.eu, przy pomocy którego można wyszukiwać tłumaczenia angielskich fraz na 87 języków obcych. I tak, na przykład, każdy, kto wejdzie na stronę http://csb.open-tran.eu/suggest/file already exists, overwrite? przekona się, w jaki sposób spytać po kaszubsku o wolę nadpisania pliku... tak mi się przynajmniej wydaje.
Baza danych zasilona jest tłumaczeniami trzech dużych projektów: GNOME'a, KDE i Mozilli. No i tu pojawia się problem. Pliki zawierające dane, które zaimportowałem do bazy serwującej tłumaczenia, są bowiem chronione przy pomocy odpowiednich licencji. Wyobraźmy więc sobie takie dwie sytuacje:
- Pan Kowalski korzysta z mojego serwisu do zlokalizowania swojej komercyjnej przeglądarki www na język polski. Załóżmy przy tym, że za każdym razem znajduje frazę z Mozilli i używa jej bez żadnej zmiany.
- Ten sam pan Kowalski uruchamia Firefoksa i za każdym razem, gdy szuka jakiegoś tekstu, wyszukuje odpowiednią opcję w programie i korzysta z tego tekstu do lokalizacji swojej przeglądarki.
Czy sprzedając swój program narusza warunki GPL? W pierwszym przypadku? A w drugim? Czy mój projekt łamałby GPL, gdyby jego źródła nie były dostępne na licencji zgodnej z GPL? Czy powinienem czuć się w obowiązku poinformować potencjalnych użytkowników, że wyświetlane wyniki są objęte odpowiednimi licencjami, zależnymi od projektu? No a przede wszystkim - czy warto jest sobie w ogóle zawracać głowę takimi kwestiami?
29 marca 2007, 21:47:28 5 komentarzy
Ostatni wpis o open-tran
Pracowity weekend zaliczyłem. Open-Tran ma od dziś najnowsze tłumaczenia KDE na 83 języki. Niestety nie udało mi się zaimportować kaszubskiego (a także gruzińskiego, telugu i hausa), ale mam nadzieję nadrobić to w najbliższym czasie. A wpis ten jest ostatni, bo dalsze informacje na temat projektu publikować będę na nowym blogu open-tran.eu.
11 marca 2007, 22:37:19 Dodaj komentarz
Informatyczna Ściema Wszech Czasów
Postanowiłem zorganizować konkurs na Informatyczną Ściemę Wszech Czasów. Konkurs odbył się na przełomie lutego i marca 2007 roku w mojej głowie. Ponieważ nie obowiązywały w nim żadne reguły, a zwycięzca nie otrzymał żadnej nagrody, nie będziemy się rozwodzić nad zawiłościami regulaminu, tylko od razu przejdziemy do przedstawienia kandydatów.
Pierwszym pretendentem jest najnowszy system operacyjny Microsoftu - Windows Vista. Zapowiadany na koniec 2003 roku flagowy produkt firmy z Redmond, którego wydanie wielokrotnie przekładano, a funkcjonalność obcinano, zdaniem krytyków wnosi bardzo niewiele innowacji w stosunku do istniejących systemów. Przyznam, że miałem zaledwie minimalny kontakt z tym cudem techniki, więc trudno mi się na jego temat rzeczowo wypowiadać. Ale nawet gdyby ktoś chciał określić Vistę mianem ściemy, trudno byłoby uzasadnić jej wszech czasowość. Ta bowiem oznacza nie tyle ilość nabranych dotąd ludzi (która byłaby cokolwiek trudna do zmierzenia), co pewnego rodzaju ponadczasowość, uniwersalność i... zapewne również wieczność, niestety. I z tego właśnie powodu z konkursu odpadają nie tylko Windowsy, ale w ogóle wszelkiego rodzaju oprogramowanie. Bez względu na to, czy powstało, czy też nie. Bez względu na skalę swojego oddziaływania.
Drugi kandydat, który zgłosił się do konkursu, to polityka cokwartalnego (lub, nie daj Boże, jeszcze częstszego) zmieniania hasła, jako metoda podnoszenia bezpieczeństwa systemów komputerowych. Jest to praktyka, która oferuje złudne poczucie bezpieczeństwa, doprowadzająca zwykle użytkowników do zapisywania swoich haseł na karteczkach, monitorach i innych łatwo dostępnych miejscach. Password aging stosowane i polecane jest bodajże od lat 70. ubiegłego wieku i na razie nie zapowiada się, aby miało odejść w niepamięć. Jednak ofiarami tego pomysłu padają zazwyczaj zwykli użytkownicy. Nie wystarczy zostać stworzonym przez programistów, żeby zasłużyć na miano Informatycznej Ściemy Wszech Czasów. Tytuł ten przyznawany jest bowiem tym ściemom, które są od programistów, dla programistów.
Chciałbym wreszcie przedstawić ostatniego kandydata, zwycięzcę mojego konkursu. Niestety nie wiem, jak się nazywa. Brak jednej nazwy jest bowiem jego najsilniejszym atutem. Informatyczna Ściema Wszech Czasów jest niczym wirus, przeciwko któremu należy się regularnie szczepić, bo co chwila pojawiają się jego nowe mutacje i odmiany.
Zacznijmy więc od... lat czterdziestych ubiegłego stulecia. Wtedy to Saul Gorn napisał artykuł pod tytułem "Is Automatic Programming Feasible?", w którym odpowiada twierdząco na postawione sobie pytanie. Około 40 lat później (w 1985r.), prof. David Parnas demistyfikuje pojęcie automatycznego programowania jako eufemizmu dla języków wyższego poziomu niż aktualnie dostępne. Dwa lata później, jego zdanie podziela Fred Brooks (autor słynnego mitycznego osobomiesiąca), powątpiewając, czy automatyczne programowanie może przynieść przełom w metodyce tworzenia oprogramowania.
Sam pomysł odrodził się na nowo dziesięć lat później za sprawą (niegroźnego samego w sobie) języka (?) UML. Sformalizowany sposób opisywania programów przy pomocy diagramów, abstrahujący od sposobu wykonania programu na maszynie, dawał nareszcie nadzieję na uwolnienie się od sztucznych języków programowania i umożliwienie tworzenia systemów komputerowych przez osoby nie znające żadnego z nich. Ta przesłanka wystarczyła do stworzenia nowego klona automatycznego programowania, nazwanego tym razem Model-Driven Architecture
. Nienależący do konsorcjum OMG Microsoft używa natomiast nazwy Software Factories
.
Pomysł stary jak programowanie: nie programować. Programowanie jest żmudne, nudne i powtarzalne, więc zająć się tym powinny komputery. Należy w tym celu stworzyć nadprogram, który będzie generował programy na podstawie opisów innego typu, których (dla zmylenia przeciwnika) nie nazywa się już programami.
Cały problem polega jednak na tym, że stworzenie takiego nadprogramu jest niemożliwe. Zwróćmy uwagę, że nadprogram taki musi rozumieć generowany przez siebie program (o ile oczywiście zakładamy, że wynik ma być poprawny). Niestety, możliwość analizy programów przy pomocy innych programów została zakwestionowana przez Henry'ego Rice'a w 1953 roku.
Na koniec dodam tylko, że założenia twierdzenia Rice'a obejmują między innymi nietrywialność analizowanego programu, co, naturalnie, dopuszcza istnienie generatorów tak oczywistych fragmentów kodu, jak np. warstwa transportowa protokołu zdalnego wykonania.
04 marca 2007, 00:44:31 1 komentarz