Skip to: Site menu | Main content

Autor

Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.

Wolność słowa w Chinach

"Zachód", Wynurzenia

Wczoraj wybraliśmy się na wykład Joachima Holtza. Pan Joachim jest dziennikarzem ZDF, czyli drugiego programu tutejszej telewizji publicznej. W latach osiemdziesiątych był korespondentem w NRD i Moskwie, w latach dziewięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, a od 1998 nadaje z Pekinu.

Niby każdy wie, że Chiny to kraj komunistyczny. Niby każdy zdaje sobie sprawę z tego, że obowiązuje tam cenzura. Niby wszyscy pamiętają o masakrze na Tiananmen. Niby... bo przecież Chiny kojarzą się ostatnio z dwucyfrowym wzrostem gospodarczym, 140 milionami internautów, organizacją Olimpiady, poruszającym się z prędkością ponad 400km/h Transrapidem, produkcją elektroniki i takimi obrazkami:
Szanghaj

Ale dziennikarzom reżim nie odpuszcza. Mechanizm jest bardzo prosty: prawo zabrania publikacji informacji tajnych. Niestety, dziennikarze nie mogą sami z siebie unikać informacji tajnych, bo nie wiedzą, co jest tajne. Nie wiedzą, bo to też jest tajne. Dla ich (dziennikarzy) wygody, każda redakcja wyposażana jest w odpowiedniego urzędnika, który towarzyszy ekipie przy zbieraniu wszelkiego rodzaju informacji. Konfiskaty taśm są na porządku dziennym. A ponieważ pan Joachim zapewnił nas (nie kryjąc dumy), że nigdy nie oddali właściwej taśmy, niektórzy policjanci każą na miejscu przewinąć taśmę i nadpisać ją czymś innym.

Nie brzmi to specjalnie strasznie, a w każdym razie - nie dla Polaka. Na mnie największe wrażenie wywarła informacja o tym, w jaki sposób zorganizowano akcję ratunkową po wypadku na budowie metra w Pekinie kilka tygodni temu. Zamiast ściągnąć profesjonalne ekipy ratunkowe, do gruzów wysłano budowniczych, odbierając im uprzednio telefony komórkowe... bo przecież na to mamy cztery ściany i sufit, żeby brudy prać we własnym domu.

27 kwietnia 2007, 22:04:54 4 komentarze

Użytkownicy GoldenLine

Wynurzenia

Wstęp

W poniedziałek zwróciłem się z prośbą do portalu GoldenLine o udostępnienie mi statystyki użytkowników w podziale na branże. Ponieważ nie otrzymałem żadnej odpowiedzi (nawet automatycznego: dziękujemy za zainteresowanie, postaramy się jak najszybciej odpowiedzieć), postanowiłem sam sobie przygotować taką statystykę i opublikować ją na blogu, żeby każdy miał do niej dostęp. Przy okazji zebrałem dodatkowe statystyki w nadziei, że może komuś innemu się przydadzą. Na samym końcu opisałem metodykę zbierania i przetwarzania danych, a także ustosunkowałem się do kwestii zgodności moich działań z regulaminem GoldenLine.

Województwa

Zaczynamy od podziału użytkowników na województwa. Tylko 964 użytkowników spośród 90840, których profile udało mi się przetworzyć, nie umieściło tej informacji w swoim opisie. Rozkład pozostałych prezentuje się w następujący sposób:
Województwa
Uwagę zwraca olbrzymia dysproporcja między Mazowszem i wszystkimi pozostałymi regionami Polski. W tej sytuacji, umieszczenie oferty pracy w województwie dolnośląskim (a np. w kategorii Informatyka-Programowanie jest ich zdecydowanie najwięcej) wydaje się być niezbyt dobrym pomysłem.

Branże

W przypadku statystyki branżowej, należy wziąć pod uwagę, że każdy użytkownik może przypisać się do wielu sektorów gospodarki. Z 90840 profili zebrałem 128829 punktów, które rozkładają się w następujący sposób:
Branże
Z zebranych przeze mnie danych wynika na przykład, że w portalu GoldenLine jest więcej ofert pracy w produkcji niż użytkowników pracujących w tej branży.

Pozostałe

Sporządziłem również rozkład poziomu studiów (tu należy zwrócić uwagę, że dotyczy on w wielu przypadkach zamierzonego, a nie ukończonego poziomu, jak również na możliwość wpisania wielu etapów wykształcenia):
Poziom studiów
oraz (niestety, niewiele mówiące) zestawienie uczelni, na których studiowali bądź studiują użytkownicy GoldenLine:
Uczelnie

Metodyka

W pierwszej kolejności trzeba zdobyć listę użytkowników. Znaleźć ją można przy pomocy popularnej wyszukiwarki. Każdy, kto umie posługiwać się wgetem, grepem i sedem, będzie potrafił stworzyć sobie listę URLi do przetworzenia. Następnie, wystarczy (ponownie korzystając z wgeta) ściągać sobie jedną stronę po drugiej i przetwarzać prostym skryptem. Ot, i cała tajemnica.

Legalność

Punkt 3 paragrafu 25 regulaminu użytkownika wydaje się być jasny:

§ 25. Użytkownik jest zobowiązany w szczególności do:
3) powstrzymywania się od jakichkolwiek działań naruszających prywatność innych Użytkowników, w szczególności zbierania, przetwarzania i rozpowszechniania informacji o innych Użytkownikach bez ich wyraźnej zgody, chyba że jest to dozwolone przez przepisy prawa i niniejszego Regulaminu.

Wydaje się, bo przecież dane te można zbierać, przetwarzać i rozpowszechniać bez zakładania konta w serwisie. O co zatem chodziło autorom regulaminu? Niewątpliwie zebrałem, przetworzyłem, a w tej chwili rozpowszechniam informacje o innych użytkownikach bez ich wyraźnej zgody. Ale... nie robię niczego, co byłoby zabronione przepisami prawa.

Epilog

Jak zwykle, nie mam pomysłu na pointę kończącą post. Tak więc żegnam Was z nadzieją, że moje konto na GoldenLine nie zostanie usunięte (żadna ze stron nie musi podawać przyczyn rozwiązania umowy o świadczenie usług), a w przyszłości podzielę się z Wami może dodatkowymi danymi (mam jeszcze: miasta, kierunki studiów i języki obce), które wymagają jednak ode mnie dodatkowego postprocessingu.

21 kwietnia 2007, 20:16:46 10 komentarzy

"Profesjonalne" tłumaczenie

Czepianie

Potrzebowałem dzisiaj otworzyć dokument w formacie ODF. Tak się składa, że w pracy mam legalnego Microsoft Office'a i jakoś nie miałem ochoty instalować drugiego pakietu biurowego tylko po to, aby otworzyć ten jeden dokument. W Wikipedii znalazłem listę programów obsługujących ODF, a wśród nich - Google Docs & Smth. Niewiele więc myśląc, zalogowałem się na moje konto i próbuję otworzyć dokument. Na stronie głównej nie widzę opcji otworzenia dokumentu z dysku, więc kombinuję, co tu zrobić. Tworzę nowy dokument, otwieram menu "plik", ale tam tylko zapisywanie i drukowanie. Otwieram listę dokumentów, ale tam też nie ma opcji otworzenia istniejącego. Szlag mnie w końcu trafił i wysłałem sobie dokument na mejla i otworzyłem go z załącznika...

Jakiś czas później przyszło mi do głowy, że może jeśli zmienię w ustawieniach język na angielski, to znajdę opcję otwierania istniejącego dokumentu. Wybieram język angielski, wciskam "Save" i przenosi mnie na stronę główną, a tam - wytłuszczony link Upload. Jak mogłem go pominąć? Wracam do ustawień, włączam z powrotem język polski i już wiem... ktoś przetłumaczył Upload jako Prześlij... Nawet w tej chwili, po dobrych kilku godzinach od zdarzenia, ciśnienie mi rośnie na myśl o człowieku, który to przetłumaczył.... oczywiście, szanuję go.

13 kwietnia 2007, 22:13:30 1 komentarz

Święta w Berlinie

"Zachód"

Postanowiliśmy nie jechać do Polski na Święta. Byliśmy już dwa razy. Za każdym razem musieliśmy czekać po kilka godzin na granicy, pomimo że celnicy nie sprawdzali żadnych dokumentów. Ostatnim razem postanowiliśmy nawet zrezygnować z luksusu jazdy fragmentem A4, omijając Bolesławiec przez Jelenią Górę. I tym razem stwierdziliśmy, że dla dwóch dni z rodziną po prostu się nie opłaca. Zamiast tego udaliśmy się do Berlina, gdzie na Święta ugościła nas koleżanka Karoliny ze studiów. Warto wspomnieć kilka ciekawostek z naszego wyjazdu:

  1. Każdemu, kto zamierza odwiedzić stolicę Niemiec, polecamy restaurację Angus, w dzielnicy Kreuzberg. Trzystugramowy stek z grilla, z porcją frytek i masłem ziołowym kosztuje 5,25€. Zupa pomidorowa (i to nie taka z papierka, tylko gęsta, ze śmietaną) kosztuje jedno euro. Najedliśmy się tam niesamowicie, a na dodatek obsługiwała nas polska kelnerka - żyć, nie umierać!
  2. Do polskiej obsługi mieliśmy więcej szczęścia - pozdrawiamy również panią Agnieszkę z kawiarni Häagen-Dazs przy Hackescher Markt.
  3. W Wielki Piątek, w metrze, dowiedzieliśmy się z wiadomości, że na przejściu granicznym we Frankfurcie nad Odrą zrobił się 50km korek. Jeśli stałaś/stałeś w nim, to wiedz, że łączyliśmy się z Tobą w bólu.... buahahaha.
  4. Generalnie rzecz ujmując, były to dla nas Święta bez kolejek - nie tylko nie czekaliśmy na granicy, ale również nie odstaliśmy 2 godzin w celu zobaczenia misia Knuta, nie weszliśmy do Bundestagu, ani na wieżę telewizyjną przy Alexanderplatz.
  5. Na śniadanie w pierwszy dzień Świąt jedliśmy między innymi jajka po fryzyjsku... ponoć. Były bardzo dobre, więc dzielimy się przepisem i ceremoniałem:
    1. Jajko na twardo obieramy ze skorupki i przekrajamy wzdłuż na pół.
    2. Ostrożnie wyjmujemy żółtka, będą potrzebne w całości później.
    3. Do powstałego otworu wsypujemy szczyptę soli i pieprzu, nakładamy odrobinę musztardy, wlewamy kilka kropel octu i oleju.
    4. Otwór zamykamy żółtkiem odwróconym w drugą stronę (wypukłym do góry).
    5. Całą połówkę jajka wkładamy do ust.
    6. Drugą połówkę przygotowujemy w ten sam sposób, ale tak zmieniając ilość dodatków, żeby bardziej nam smakowała.
    Oczywiście, całą procedurę należy wielokrotnie powtarzać, świetnie się przy tym bawiąc. Nie ma mowy o podaniu gotowych jajek - każdy musi przygotować je sobie sam.

No a zdjęcia z wyjazdu można znaleźć we flickrowym profilu Karoliny.

11 kwietnia 2007, 19:25:17 1 komentarz