[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
O Szwedach i lodach
Było lato roku 2003. Razem z bratem jechaliśmy pociągiem z Trójmiasta do Warszawy. Obaj mieliśmy miejsca pod oknem, obaj czytaliśmy książki. Cztery inne miejsca zajmowała grupa zagranicznych turystów (Szwedów - jak się później okazało). Natomiast tuż za Gdańskiem do naszego przedziału dosiadł się pan w średnim wieku z dwoma dziewczynkami. Dzieci nie znały angielskiego dostatecznie dobrze, aby porozumiewać się z obcokrajowcami, więc prosiły opiekuna (który większą część podróży spędził na korytarzu) o tłumaczenie pytań na język angielski, a następnie odpowiedzi z powrotem na język polski (o ile same nie były w stanie ich zrozumieć). Po kilku minutach podróży dziewczynki zaczęły indagować siedzącego przy drzwiach blondyna w wieku ok. 25 lat.
- Do you have a girlfriend?
- Yes, I do - odpowiedział Szwed i wyciągnął z portfela zdjęcie.
- Beautiful. Do you sleep with her?
Po tym pytaniu praktycznie przestałem czytać. Nadal gapiłem się w książkę, ale nie byłem w stanie skoncentrować się na treści i widziałem, że mój brat również.
- What do you mean?
Nasz współpasażer z całą pewnością nie spodziewał się, że dziewczynka może być zainteresowana tymi sprawami. Może więc chodziło jej o co innego? Dziewczynka natomiast nie była w stanie stwierdzić, czy źle się wyraziła, czy też jest to jakaś forma odpowiedzi. Postanowiła więc pójść "na skróty".
- Do you like sex?
- I can't answer this question - odpowiedział zszokowany Szwed.
Wymieniliśmy z bratem porozumiewawcze spojrzenia i przysłuchiwaliśmy się rozwojowi wydarzeń w najwyższym skupieniu. Ale dzieci najwyraźniej speszyły się odmową odpowiedzi i przez kilkanaście minut rozmowa
toczyła się wokół zupełnie neutralnych tematów - psów, kotów, rodzeństwa. Aż...
- Do you like ice creams?
- Yes, I do.
- But do you like your ice creams?
Tego, oczywiście, obcokrajowiec zrozumieć po prostu nie mógł.
- I don't understand it. You mean - my ice cream in Sweden?
- No, not ice creams. You know, your ice creams. Do you like your ice creams?
Korzystając z krótkiej chwili, gdy dziewczynki opuściły przedział, aby upewnić się, że lody po angielsku to na pewno ice cream, wytłumaczyłem towarzyszom podróży, że chodzi zapewne o dmuchaną robotę
. Po powrocie dzieci do przedziału, Szwed spytał się w jakim są wieku... 12 lat. Taką uświadomioną młodzież mamy.
22 maja 2007, 19:26:49 6 komentarzy
Zapamiętać Konstytucję
Nie nudzi się ostatnio sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Jak czytam codzienne wiadomości, to odnoszę wrażenie, że życie kręci się tylko i wyłącznie wokół tej instytucji. Może spory dotyczące konstytucyjności uchwalanych przepisów wynikają z tego, że posłowie nie pamiętają naszej ustawy zasadniczej?
Obok niemieckiego parlamentu ustawiony jest (ku pamięci) rząd szklanych tafel, na których wypisane są prawa podstawowe:

Może nasi posłowie też by sobie coś takiego zafundowali? Do walorów edukacyjnych dodać należy również estetyczne, szczególnie w nocy.
12 maja 2007, 10:49:12 2 komentarze
Radio. Wpada w ucho. Zostaje w głowie.
Od kilku tygodni niemieckie stacje radiowe (ja słucham w samochodzie Energy, a Karolina - PSR) nadają reklamy... radia. Za każdym razem jest to 30-sekundowy, zabawny spot. Tłumaczenia dwóch z nich postanowiłem tutaj zamieścić.
Pierwszy spot wypowiadany jest przez dosyć zdenerwowanego mężczyznę:
Halo! W tym mieście jest ok. 2500 samochodów średniej klasy dopuszczonych do ruchu. Mniej więcej 100 z nich to kabriolety. A wśród tych 100 kabrioletów średniej klasy jest prawdopodobnie tylko jeden Savrera czerwony-metalik. I kierowcy tego właśnie średniej klasy kabrioletu - czerwonej Savrery - chciałem powiedzieć: dziękuję za stłuczkę i ucieczkę z miejsca zdarzenia, ty dupku. Jeśli masz szczęście, policja znajdzie cię szybciej niż ja.
Do drugiego, głosu użyczyła sympatyczna staruszka, która przezabawnie unosi się emocjami, a jednocześnie łagodnie oferuje upieczenie ciasta:
Drogi panie prezydencie Bush. Telefonicznie nie udało mi się z panem skontaktować. Dlatego teraz w radiu... Chodzi o sąsiadkę na wschodniej granicy mojej posiadłości. Ona należy do Osi Zła! I chciałam pana prosić o wyzwolenie tego terytorium spod jej okupacji. Żołnierze mogą stacjonować na moim terenie... Upiekę też ciasto. Greetings. Gre.. Gertrude Scheberludwig.
Za każdym razem spot kończy się krótkim hasłem, pointującym całą kampanię reklamową.
Przez radio dotrzecie zawsze do właściwych ludzi. Radio. Wpada w ucho. Zostaje w głowie.
Również tym, którzy nie znają języka niemieckiego, polecam wysłuchanie tych fragmentów: Auto, Bush.
06 maja 2007, 22:15:59 1 komentarz
Mistrz Polski w grach zespołowych
Aż trzy zespoły sponsorowane przez energetyczno-górniczy koncern BOT są w chwili obecnej bliskie zdobycia tytułów mistrzowskich. I tak:
- Na 5 kolejek przed zakończeniem sezonu, GKS Bełchatów jest liderem piłkarskiej ekstraklasy.
- W finale Polskiej Ligi Siatkówki Skra Bełchatów remisuje z Jastrzębskim Węglem 1-1.
- Pierwszym finalistą koszykarskiej ekstraklasy jest zespół Turowa Zgorzelec.
BOT zainwestował w sport zawodowy kilkanaście milionów złotych (6 w GKS, 5 w Skrę i 4,5 w Turów). Dla porównania: ITI zainwestowało 25 milionów w jedną tylko drużynę piłkarską - Legię, Prokom wyłożył mniej więcej tyle samo na sopocką drużynę koszykarzy. A małym druczkiem dodam, że Manchester United dysponuje kwotą ponad 170 milionów funtów rocznie.
Osobiście nie znajduję żadnego racjonalnego uzasadnienia, dla którego firma BOT miałaby inwestować w te zespoły. Czy promocja marki BOT ma jakikolwiek sens? Czy koncern musi przyciągać klientów? Czy promocja BOT za granicą (najprawdopodobniej wszystkie 3 zespoły zagrają w przyszłym sezonie w europejskich pucharach) przełoży się dla koncernu na jakiekolwiek dodatkowe zyski? Wątpię.
Oczywiście, nie wykluczam, że cały interes przynosi wymierne korzyści. Najlepsi zawodnicy GKSu zostali (Matusiak) bądź w najbliższym czasie zostaną (Garguła) spieniężeni. Tak czy inaczej, wypada pogratulować szefom BOTu niezwykle oszczędnego sposobu osiągnięcia sukcesu. Ciekaw jestem, czy gdzieś jeszcze na świecie zdarzyła się taka sytuacja, jak w Polsce.
06 maja 2007, 20:13:43 Dodaj komentarz
Libtrash a SQLite
Ostatnio, przy okazji analizowania danych z GoldenLine, miałem olbrzymi problem z wydajnością bazy danych SQLite. Obszedłem go w ten sposób, że zrestartowałem skrypt i zacząłem zapisywać dane do nowej bazy, ale męczyło mnie to nadal i dzisiaj postanowiłem zdiagnozować sytuację. Okazało się, że wina leży po stronie biblioteki Libtrash.
Libtrash to uniwersalny kosz dla systemów GNU. Wystarczy przy uruchomieniu wyeksportować zmienną LD_PRELOAD, do której przypisze się ścieżkę do biblioteki i wszystkie wywołania unlink zostaną przechwycone, a plik przeniesiony do kosza (bibliotekę można tak skonfigurować, żeby mimo wszystko usuwała określone rodzaje plików). Mechanizm jest o tyle ciekawy, że działa zawsze - bez względu na program, którego używamy.
No i tu pojawił się problem. SQLite, przy każdym wywołaniu, otwierał nową transakcję i tworzył plik dziennika, który następnie usuwał. Libtrash postępuje w ten sposób, że w przypadku usunięcia pliku, który już istnieje w koszu, nadaje kopiom kolejne numery. Niestety, korzystał przy tym z liniowego algorytmu, który, po usunięciu ok. 50000 dzienników, zaczął strasznie spowalniać skrypt. Oczywiście, pliki dziennika można wyłączyć spod ochrony libtrasha. Mimo wszystko, postanowiłem usprawnić bibliotekę, zamieniając liniowy algorytm na logarytmiczny. Z mojej strony można pobrać patch do wersji 2.6, który za jakiś czas być może pojawi się również w kolejnej wersji tej biblioteki.
01 maja 2007, 17:34:16 Dodaj komentarz
List (np motywacyjny) w LaTeXu
Pisałem już, jak stworzyć pracę magisterską w LaTeXu, pisałem, jak stworzyć życiorys. Nic więc dziwnego (?), że ludzie trafiają tutaj z Googli poprzez hasło latex list motywacyjny. Dzisiaj więc dołożymy ten ostatni element do kompletu.
Problem z listami (nie tylko motywacyjnymi) w LaTeXu polega na tym, że włączenie stylu letter powoduje stworzenie listu zgodnie z anglosaską epistolografią. Jeśli ktoś stara się o pracę na Wyspach, to nie powinno to stanowić większego problemu. Gorzej, jeśli komuś zależy na stworzeniu eleganckiego listu zgodnego z polskimi normami, bo okazuje się, że adresy pojawiają się w różnych dziwnych miejscach. Tak się akurat składa, że już ponad dwa miesiące temu próbowałem odebrać mój dyplom i napisałem w tym celu takie oto upoważnienie:
Sam styl - umcsletter - znalazłem już ze dwa lata temu przy okazji pisania jakiegoś innego podania. Nie pamiętam gdzie i nie jestem pewien, że definiuje on ten najpoprawniejszy układ listu. Ale moim zdaniem wygląda ładnie, w miarę poprawnie i na dodatek używa się go dokładnie tak, jak stylu letter. Najlepiej, jak zwykle, ściągnąć sobie pełną paczkę z dokumentem.
01 maja 2007, 12:25:15 6 komentarzy