[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Międzynarodowe plany ekspansji imperium Tadeusza Rydzyka
Oto ulotka, którą znaleźliśmy w Starim Gradzie:

Tak, tak, moi mili... Radia Maryja można już słuchać nie tylko w Polsce i Chorwacji, ale "po cijelome svijetu"!
30 czerwca 2007, 13:02:28 1 komentarz
Bałkańskie leniuszki
Crash napisał w komentarzu do mojego mini słowniczka chorwacko-polskiego, że Chorwaci poznali się na nas... Tymczasem okazuje się, że dla południowców jesteśmy narodem ludzi żyjących w ciągłym pośpiechu. Udając się na Bałkany, należy nauczyć się dwóch zwrotów w tamtejszych językach:
- Nema problema oraz
- Sutra (czyli jutro).
W Dubrowniku, na przykład, widzieliśmy sklep z pamiątkami, w którym sprzedawano podkoszulki z napisem nema problema. W sieci nietrudno znaleźć sklepy posiadające taki asortyment.
Poziom lenistwa na Bałkanach różnicuje się wraz z długością geograficzną. Najpracowitsi są Słoweńcy, o których pozostali mieszkańcy byłej Jugosławii mówią, że to Prusacy. Następni w tej hierarchii są Chorwaci i Bośniacy. Tabelę zamykają Czarnogórcy, którzy lubią przekazywać "czerwoną latarnię" Albańczykom. Poniżej zdjęcie, które na początku czerwca (sic!) wykonaliśmy w czarnogórskim mieście Kotor:
Chorwaci opowiadają też następujący dowcip o Czarnogórcach.
Amerykanie postanowili zrealizować film o Czarnogórze. Ekipa filmowa przyleciała na Bałkany, nakręciła przepiękne pejzaże Boki Kotorskiej, Budvę i temu podobne atrakcje. Jednak po kilku dniach filmowcy stwierdzili, że obiektywizm nakazuje pokazać również prawdziwe życie mieszkańców tego małego i młodego kraju. Znaleźli więc i sfilmowali Czarnogórca leżącego sobie beztrosko pod drzewem.
Film okazał się ogromnym hitem, wobec czego (jak to w USA) postanowiono nakręcić jego drugą część. Ekipa powróciła zatem do Czarnogóry i pod tym samym drzewem znalazła tego samego Czarnogórca odpoczywającego w cieniu. Amerykanie nakręcili go więc ze wszystkich stron - z lewej, z prawej, z góry, pod słońce...
Film ponownie zachwycił publikę. Przebił nawet pierwszą część, a anonimowy Czarnogórzec stał się ikoną amerykańskiej kultury masowej. Zaczęto sprzedawać czapeczki, koszulki i kubeczki z jego wizerunkiem. Amerykanie postanowili więc nakręcić jeszcze jedną część sagi. Wrócili do Czarnogóry, gdzie (surprise, surprise) znaleźli tego samego Czarnogórca, pod tym samym drzewem. Opowiedzieli mu o tym, jak wielki sukces w USA odniósł film z nim w roli głównej i zapytali, czy nie zechciałby może chociaż przejść się dookoła drzewa, żeby urozmaicić trzecią część filmu. Na to Czarnogórzec odparł:
- Aktorem to może i ja jestem, ale przecież nie kaskaderem.
A wracając do Chorwacji - wszystkim wybierającym się na wakacje do tego uroczego kraju zwracamy uwagę, że w godzinach 13-17 sklepy i banki mogą być zamknięte.
28 czerwca 2007, 22:27:43 2 komentarze
Myślicie, że czeski jest śmieszny?
Otóż, istnieje jeszcze zabawniejszy język... A właściwie, to istnieją. Chodzi bowiem o wszystkie dialekty czegoś, co kiedyś nazywano językiem serbsko-chorwackim. Pierwszą zabawną cechą tych języków jest fakt, że słowa wulgarne są używane dosyć powszechnie, bez zbędnego zażenowania. Jeśli więc już kiedyś natrafiliście na ten zrzut z chorwackiego portalu i zadawaliście sobie pytanie, czy aby na pewno słowo to ma takie samo znaczenie jak w języku polskim, to odpowiadam, że tak. Po prostu Chorwatów to nie razi.
Niestety, nie wszystkie polsko brzmiące słowa w języku chorwackim mają takie samo znaczenie. Oto kilka negatywnych przykładów:
| chorwacki | polski |
| pravo | prosto |
| polako | powoli |
| Bečka šnicla | sznycel wiedeński |
| puška | gnat, giwera |
| godina | rok |
| stolica | krzesło |
Z Bałkanów przywieźliśmy jeszcze jedną ciekawostkę językową, ale muszę najpierw dorwać się do skanera.
28 czerwca 2007, 20:04:56 8 komentarzy
Łikend dobiega końca
W ramach kontynuacji mojego dzieła reformacji języka polskiego chciałem zaproponować Wam wprowadzenie do naszej mowy ojczystej słowa łikend. Motywuję to następująco:
- Słowo to jest w powszechnym użyciu.
- Angielska pisownia innych słów (np. biznesmen) została już z powodzeniem zastąpiona polską transkrypcją.
- Inne narody (patrz zdjęcie poniżej, wykonane w słoweńskim mieście Koper) postąpiły analogicznie.
24 czerwca 2007, 22:23:21 9 komentarzy
Niemcy wprowadzają drugi filar
W Niemczech do dziś funkcjonuje system emerytalny, który kilka lat temu został w Polsce zastąpiony rozwiązaniem trójfilarowym. Działa to w dużym skrócie w ten sposób, że składki emerytalne odciągane z mojej pensji są na bieżąco wypłacane aktualnym emerytom. Otrzymałem nawet ulotkę zachwalającą tę metodę ubezpieczenia jako niezależną od stanu gospodarki (o starzeniu się społeczeństwa nawet się w niej nie zająknęli). I o ile w 1957 roku całkiem rześko to działało, bo na jednego emeryta przypadało ośmiu płacących składki, tak teraz na dwóch emerytów przypada trzech pracujących i system przestaje wyrabiać.
Niemcy wpadli więc na genialny pomysł: skorzystać z rozwiązań stosowanych już w krajach ościennych - Polsce i Szwajcarii - i wprowadzić drugi filar ubezpieczenia emerytalnego. Jak pomyśleli, tak zrobili. Postanowili jednak być przy tym mądrzejsi od sąsiadów i, zabijcie mnie, ale ja po prostu nie rozróżniam tutejszego drugiego i trzeciego filara. Obydwa są dobrowolne i nie są częścią płaconego przeze mnie już teraz ubezpieczenia emerytalnego (ponad 21%; dla porównania, w Polsce na pierwszy filar oddaje się 12,22%, a na drugi - 7,3%). Jedyną różnicą jest chyba zobowiązanie pracodawców do poinformowania pracowników o możliwości ubezpieczenia w drugim filarze.
W związku z tym, w zeszłym tygodniu odwiedził nas pan reprezentujący dużą firmę z Kanady. Poinformował nas, że istnieje coś takiego jak drugi filar, a jego firma chętnie wszystkich ubezpieczy. Posługiwał się przy tym retoryką rodem z podręcznika dla komiwojażera - "Kto z Państwa da mi jedno euro za dwa? Bo widzą Państwo, nasza oferta do tego się właśnie sprowadza (z dokładnością do inflacji, ale o tym nie chcą przecież Państwo słyszeć - przyp. autora)". Pewnie pomyślał, że skoro idzie do polskiej firmy, to będzie mówił do pracowników budowlanych. A tu się okazało, że ma mówić do ludzi wykształconych, którzy podejrzliwie podchodzą do "prezentów". Na domiar złego, zastał prawie samych Niemców, których trudno przekonać, że Allianz nie jest lepszym rozwiązaniem od nikomu nieznanej kanadyjskiej spółki. W tej sytuacji niezbyt dobrym posunięciem było pochwalenie się, że firma ta unika niemieckich podatków dzięki prowadzeniu swojej działalności z Irlandii.
18 czerwca 2007, 22:26:54 7 komentarzy
"Z pamiętnika podróżnika"
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy na Bałkanach. Pierwszy raz w życiu byłem na wyjeździe organizowanym przez biuro podróży - była to wycieczka Z Pamiętnika Podróżnika, w ramach której zwiedzaliśmy Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę i Słowenię. Generalnie, jestem zadowolony i pewnie jeszcze znajdę czas na opisanie tego, co mi się podobało - może wrzucimy kiedyś też zdjęcia. Natomiast w ramach czepiania się opiszę wszystko to, z czego nie byłem zadowolony:
- Odjazd był zorganizowany koszmarnie. Autobus z logo Itaki stał na wskazanym peronie przez jakieś 20 minut, po czym odjechał pusty. Po kilkunastu kolejnych minutach przyjechał drugi, do którego wszyscy, naprędce, bez zbędnych pytań się załadowali. My - podążając za stadem baranów - zrobiliśmy to samo, po czym się okazało, że pani obok jedzie do Paryża. Pierwsze słowa wyjaśnienia usłyszeliśmy dopiero w Opolu, gdzie rozdysponowano nas do różnych autokarów. Przyznać jednak muszę, że powrót był zorganizowany wzorowo - busiki czekały już dobrą godzinę przed czasem, a pan kierowca zgodził się wysadzić nas na Partynicach, gdzie zaparkowany był nasz samochód (pozdrowienia dla p. Kasprzaka z Wyścigów).
- Im bogatszy był kraj, w którym spaliśmy, tym gorsze warunki zakwaterowania nam oferowano. I tak:
- W Sarajewie spaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu Radon Plaza, który wygląda mniej więcej tak:

W tym spodku na górze jedliśmy śniadanie. Oprócz nas zakwaterowane tam były również reprezentacje piłkarskie Bośni i Turcji. Z ciekawostek - mają tam takie windy, jak opisywał kiedyś Joel i jedna z pań podróżujących z nami złapała się na opisywany przez Joelausability bug
. - W bośniackim Neum spaliśmy w czterogwiazdkowym apart-hotelu Adria. Co prawda, w naszym pokoju było tylko jedno gniazdko elektryczne (albo ładowarka, albo Raid na komary), ciepła woda rano starczała tylko najwcześniej wstającym, a wielkość naszego pokoju (z oknem na schody) nie pozwalała na jednoczesne otworzenie dwóch walizek, ale całe wyposażenie hotelu było nowiuteńkie, a na przykład naszym sąsiadom trafił się elegancki apartament z widokiem na morze. Musimy również wspomnieć, że obsługa była nad wyraz miła.
- W Chorwacji noclegi mieliśmy zorganizowane w ośrodkach turystycznych z lat 70-80. Ośrodki w Korczuli, Sućuraju i Novim Vinodolskim od dawna nie były remontowane, ale ja widziałem tylko jednego karalucha - w Sućuraju, gdzie pchły pogryzły pana kierowcę. Poza tym było przynajmniej czysto, a na obsługę nie można było narzekać.
- W Słowenii sięgnęliśmy dna. Jeśli ktoś będzie się kiedyś wybierał na jakąkolwiek wycieczkę, która w programie ma zwiedzanie Jaskiń Szkocjańskich, to radzę się upewnić, że organizator nie oferuje noclegu w pobliskim Motelu Avtokamp w Kozinie. Pokoje były obrzydliwie brudne, wyposażenie zdewastowane, a obsługa niemiła i niekompetentna. Na szczęście w pobliżu była stacja benzynowa, na której z zaprzyjaźnionym małżeństwem zaopatrzyliśmy się w napoje ułatwiające przetrwanie tej nocy.
Panie, jaka opieka socjalna? To jest Bośnia
. - W Sarajewie spaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu Radon Plaza, który wygląda mniej więcej tak:
- W programie wycieczki mieliśmy również 2 dni przeznaczone na plażowanie i odpoczynek. Szczególne wrażenie zrobił na mnie dobór drugiego miejsca - zapyziała przystań promowa w Sućuraju. Choć przyznaję, że dzięki brakowi jakichkolwiek atrakcji turystyczno-wypoczynkowych, byliśmy tam jedynymi turystami.
13 czerwca 2007, 19:18:38 6 komentarzy