[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
"Z pamiętnika podróżnika"
Ostatnie dwa tygodnie spędziliśmy na Bałkanach. Pierwszy raz w życiu byłem na wyjeździe organizowanym przez biuro podróży - była to wycieczka Z Pamiętnika Podróżnika, w ramach której zwiedzaliśmy Bośnię i Hercegowinę, Chorwację, Czarnogórę i Słowenię. Generalnie, jestem zadowolony i pewnie jeszcze znajdę czas na opisanie tego, co mi się podobało - może wrzucimy kiedyś też zdjęcia. Natomiast w ramach czepiania się opiszę wszystko to, z czego nie byłem zadowolony:
- Odjazd był zorganizowany koszmarnie. Autobus z logo Itaki stał na wskazanym peronie przez jakieś 20 minut, po czym odjechał pusty. Po kilkunastu kolejnych minutach przyjechał drugi, do którego wszyscy, naprędce, bez zbędnych pytań się załadowali. My - podążając za stadem baranów - zrobiliśmy to samo, po czym się okazało, że pani obok jedzie do Paryża. Pierwsze słowa wyjaśnienia usłyszeliśmy dopiero w Opolu, gdzie rozdysponowano nas do różnych autokarów. Przyznać jednak muszę, że powrót był zorganizowany wzorowo - busiki czekały już dobrą godzinę przed czasem, a pan kierowca zgodził się wysadzić nas na Partynicach, gdzie zaparkowany był nasz samochód (pozdrowienia dla p. Kasprzaka z Wyścigów).
- Im bogatszy był kraj, w którym spaliśmy, tym gorsze warunki zakwaterowania nam oferowano. I tak:
- W Sarajewie spaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu Radon Plaza, który wygląda mniej więcej tak:

W tym spodku na górze jedliśmy śniadanie. Oprócz nas zakwaterowane tam były również reprezentacje piłkarskie Bośni i Turcji. Z ciekawostek - mają tam takie windy, jak opisywał kiedyś Joel i jedna z pań podróżujących z nami złapała się na opisywany przez Joelausability bug
. - W bośniackim Neum spaliśmy w czterogwiazdkowym apart-hotelu Adria. Co prawda, w naszym pokoju było tylko jedno gniazdko elektryczne (albo ładowarka, albo Raid na komary), ciepła woda rano starczała tylko najwcześniej wstającym, a wielkość naszego pokoju (z oknem na schody) nie pozwalała na jednoczesne otworzenie dwóch walizek, ale całe wyposażenie hotelu było nowiuteńkie, a na przykład naszym sąsiadom trafił się elegancki apartament z widokiem na morze. Musimy również wspomnieć, że obsługa była nad wyraz miła.
- W Chorwacji noclegi mieliśmy zorganizowane w ośrodkach turystycznych z lat 70-80. Ośrodki w Korczuli, Sućuraju i Novim Vinodolskim od dawna nie były remontowane, ale ja widziałem tylko jednego karalucha - w Sućuraju, gdzie pchły pogryzły pana kierowcę. Poza tym było przynajmniej czysto, a na obsługę nie można było narzekać.
- W Słowenii sięgnęliśmy dna. Jeśli ktoś będzie się kiedyś wybierał na jakąkolwiek wycieczkę, która w programie ma zwiedzanie Jaskiń Szkocjańskich, to radzę się upewnić, że organizator nie oferuje noclegu w pobliskim Motelu Avtokamp w Kozinie. Pokoje były obrzydliwie brudne, wyposażenie zdewastowane, a obsługa niemiła i niekompetentna. Na szczęście w pobliżu była stacja benzynowa, na której z zaprzyjaźnionym małżeństwem zaopatrzyliśmy się w napoje ułatwiające przetrwanie tej nocy.
Panie, jaka opieka socjalna? To jest Bośnia
. - W Sarajewie spaliśmy w pięciogwiazdkowym hotelu Radon Plaza, który wygląda mniej więcej tak:
- W programie wycieczki mieliśmy również 2 dni przeznaczone na plażowanie i odpoczynek. Szczególne wrażenie zrobił na mnie dobór drugiego miejsca - zapyziała przystań promowa w Sućuraju. Choć przyznaję, że dzięki brakowi jakichkolwiek atrakcji turystyczno-wypoczynkowych, byliśmy tam jedynymi turystami.
13 czerwca 2007, 19:18:38
Komentarze
Karolina, 13 czerwca 2007, 19:43:28W sumie nie wiemy chyba, czy Przemek i Bogusia są małżeństwem (czy wiemy?), niemniej jednak pozdrawiamy ich serdecznie, gdyby w jakiś sposób udało im się nas wyśledzić (pewnie za sprawą tego niezapłaconego mandatu ;). W Kozinie oburzające było jeszcze to, że o 9 ze śniadania wydawanego teoretycznie do 9:30 nie zostało już praktycznie nic. Co oznacza, że jeśli chcesz się umyć w ciepłej wodzie i zjeść śniadanie, musisz wstać 3h przed planowanym odjazdem, a jeśli chcesz mieć pokój z tarasem i liczbą gniazdek > 1, to nie możesz być najmłodszym na wyjeździe ;)
Dawid Gatti, 14 czerwca 2007, 09:22:22i dlatego ja nie kozystam z takich wycieczek, albo o wlasnych silach, albo wcale :)
Karolina, 14 czerwca 2007, 17:11:52Obawiam się, że za drogo by nas to wyniosło, gdybyśmy wybrali się sami, nie zwiedzilibyśmy połowy tego, co widzieliśmy teraz i nie wiedzielibyśmy tych wszystkich rzeczy, które opowiedziała nam pani pilotka.. No i te tysiące kilometrów w wykonaniu Jacka za kierownicą.. Chyba nadal mamy rumuńską traumę :/
Karolina, 14 czerwca 2007, 18:31:21Nie obejrzelibyśmy też arcydzieła polskiej kinematografii, jakim niewątpliwie jest „Tylko mnie kochaj”..
bazyl, 16 czerwca 2007, 13:05:32Takie sprinty przez kraje to moim zdaniem strata czasu. Co z tego, że zobaczysz i masz masę zdjęć, jak tak naprawdę tam nie byłeś?
Wolę wycieczki stacjonarne z wypadami w różne kierunki. Przynajmniej łapiesz klimat danego miejsca.
Karolina, 17 czerwca 2007, 20:38:24Nie zgadzam się z Tobą. Swego czasu byłam na objazdówce Amsterdam-Paryż-Londyn-Bruksela i jeden dzień w A’damie w zupełności wystarczył do tego, abym zakochała się w tym mieście na zabój i żeby jednym z marzeń mojego życia było tam wrócić (co mi się, zresztą, udało). Po dwóch dniach w Londynie też wiedziałam już, że muszę tam pojechać co najmniej jeszcze raz (też się udało), zaś po trzech dniach w Paryżu wiedziałam, że ew. wrócę do tego miasta w zupełnej ostateczności – jak już zupełnie nie będę miała co ze sobą zrobić (też się, niestety, udało..). Takie sprinty służą właśnie złapaniu klimatu i rozeznaniu, czy będzie warto wrócić w dane miejsce na dłużej, czy nie.