[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Sztokholm
Jakiś czas temu Karolina wygrała w loterii Multikina bilety Polferries na dowolnie wybrany rejs w dowolnie wybranym czasie. Trzeba trafu, że udało jej się zarezerwować dla nas kajuty na rejs promem Scandinavia na trasie Gdańsk - Nynäshamn* - Gdańsk.
* - około 60 kilometrów na południe od Sztokholmu
Prom
Prom, którym płynęliśmy, to taki mały, pływający hotel. Kajuty nie są duże, ale z łazienką, w której (co było dla mnie zaskakujące) nie brakowało ciepłej wody pod wysokim ciśnieniem - ani rano, ani wieczorem. Poza tym, na promie znajduje się kilka restauracji, bary, kawiarnie, grill, sklepy, kantor, a nawet dyskoteka i mini-kasyno. W drodze do Szwecji oglądałem na dużym ekranie ściennym finał Ligi Mistrzów, a powrót uatrakcyjniony był finałem Eurowizji. Trudno mi sobie wyobrazić środek lokomocji, który umożliwiałby podróż w warunkach bardziej komfortowych, chociaż dodać trzeba, że rejs trwał osiemnaście godzin, a ceny na promie nie należały do najniższych (śniadanie kosztowało około 20zł na osobę).
Nynäshamn
W czwartek, o godzinie 12, wysiedliśmy z promu i okazało się, że przystań promowa znajduje się na pustkowiu. I tu po raz pierwszy mieliśmy okazję przekonać się, jak mogą czuć się turyści w Polsce - tak jak u nas wszelkie informacje dla podróżnych są w języku polskim, tak w Nynäshamn (ale także w Sztokholmie) wszelkie komunikaty, oznaczenia i rozkłady są po szwedzku. Tylko dzięki znajomości niemieckiego zorientowaliśmy się, że Ersättningsbus to (przez analogię z Ersatzverkehr) autobus zastępczy.
Tu krótka dygresja: gdy w Budapeszcie zaplanowaliśmy sobie podróż metrem na stację, która była akurat w przebudowie, na następnym przystanku nie brakowało drogowskazów do postoju "shuttle bus", na którym sytuacja wraz z informacją o opłatach była objaśniona w języku angielskim.
Autobusem zastępczym (czystym przypadkiem wsiedliśmy do autobusu linii 35X, a nie 35, która dojeżdża w to samo miejsce, ale dłuższą drogą) dotarliśmy do Västerhaninge, skąd pociągiem linii J35 dojechaliśmy do dworca centralnego. Tym samym autokarem co my jechała pani, której bagaż pojechał innym autobusem, ponieważ nie zdążyła wsiąść po włożeniu walizki do luku. Inna sprawa, że ustawianie rozkładu tak, aby jadące w tym samym kierunku autobusy odjeżdżały o tej samej godzinie, wydawało mi się do tej pory być specjalnością warszawskiego ZTM.
Sztokholm
Miasto jest, moim zdaniem, bardzo ładne i skromne. Nawet w nowoczesnej części centrum nie ma wysokościowców (porównaj z panoramą Warszawy). Mieliśmy piękną, słoneczną pogodę, ale temperatura i tak była sporo niższa niż w Polsce i cały czas wiało. Przypuszczam, że tam przez cały rok trzeba mieć ze sobą ciepłe ubrania.
Metro zorganizowane jest fantastycznie. Z dworca centralnego przechodzi się tunelem do stacji metra, z której odjeżdżają pociągi wszystkich siedmiu (sic!) linii. I choć Sztokholm położony jest na czternastu wyspach w cieśninie łączącej Bałtyk z jeziorem Melar, Szwedzi nie mieli problemów z wydrążeniem tuneli pomiędzy nimi. Przy tym niektóre z nich są położone znacznie głębiej niż w Warszawie, a tam gdzie nie było to konieczne (lub możliwe), metro jeździ po szynach na ziemi (z podobnym rozwiązaniem spotkałem się też w Amsterdamie). Dodam jeszcze, że Sztokholm jest miastem ponaddwukrotnie mniejszym od Warszawy.
Szwecja a sprawa polska
Po raz kolejny natknęliśmy się na soki Tymbark. Cieszy mnie niezmiernie, że chociaż jedna polska firma próbuje budować swoją markę na zachodzie i to nie na najniższej, ale na najwyższej, "półce".
Sporo polskich akcentów zaobserwowaliśmy w całym mieście. Właściwie, to całe muzeum Wazy jest jednym, wielkim polskim akcentem, w którym zobaczymy rzeźby polskiej szlachty na kolanach i makietę przedstawiającą przebieg bitwy pod Oliwą. I przy każdym takim eksponacie znajduje się coś na kształt usprawiedliwienia:
Poland and Sweden were at war in the 1620s.
Poza tym natrafiliśmy na intensywną promocję Polski w ogrodach królewskich. A już tak zupełnie z przymrużeniem oka: radio Szopena i ciekawa pisownia "apple pie".
Pozostałe zdjęcia znajdują się w galerii Karoliny. Zdjęcie promu wykonane przez Szymona Nitkę znalazłem na flickrze.
28 maja 2008, 22:34:53 Dodaj komentarz