Skip to: Site menu | Main content

Autor

Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.

Atak gołębi

Czepianie, Niepoważne

Od jakiegoś czasu prowadzimy wojnę z gołębiami. Przed naszą przeprowadzką balkon został oczyszczony z pięcioletniej warstwy ich odchodów, ale już po kilku miesiącach gołębie zaczęły wracać na "swój" teren. Na początku próbowaliśmy je ignorować i odganialiśmy od czasu do czasu. Niestety, gołębie postanowiły na dobre przejąć nasz balkon i chyba nawet wykurzyć nas z mieszkania. Codziennie rano, między piątą a szóstą rano, raczyły nas swoimi odgłosami, nie dając spać.

Naszym pierwszym kontratakiem było wystawienie kruka:
kruk
Niestety, nasz fortel szybko stracił na sile rażenia, w związku z czym dodaliśmy mu żółty wiatraczek. Ale i wiatraczek nie pomógł. Gołębie wciąż wracały.

Wreszcie pod koniec zeszłego tygodnia postanowiłem rozwiesić siatkę tak, aby zasłaniała cały balkon. Niestety, i to okazało się za mało, bo gołębie znalazły lukę przy ścianie. Zastawiłem ją deską - to ją przewróciły. Więc podparłem deskę drugą:
deska

Dziś z rana gołębie przypuściły kolejny szturm. O 6:45 rano dwa gołębie, rzutem na siatkę, wdarły się na nasz balkon i zaintonowały pieśń bitewną. Nie mogliśmy im tego przepuścić. Po dwóch godzinach ciężkiej walki udało nam się odbić balkon i rozpoczęliśmy umacnianie naszych pozycji.

Niestety... nie pomogło. Idąc z przystanku tramwajowego do domu, zauważyłem wroga po naszej stronie szańców. Zakradłem się do domu, powolutku uchyliłem drzwi (wychodząc z domu zostawiłem uchylone okna i drzwi balkonowe), po czym wdarłem się do mieszkania. Na szczęście, było czyste. Skoczyłem do okna, żeby ocenić straty - trzech wrogów patrolowało teren. Poczekałem na posiłki (Karolina wyszła dzisiaj trochę później z pracy), po czym przystąpiliśmy do kontrataku. W pierwszej kolejności musieliśmy zniszczyć część umocnień, aby przy pomocy naszej jedynej broni
miotła
zmusić agresora do wycofania się przez tak przygotowany wyłom.

Po odzyskaniu naszych pozycji zabraliśmy się do dalszego okopywania. W tej chwili wygląda to tak:
ręczniki stół

Trzymajcie za nas kciuki, bo wróg z całą pewnością nadciągnie jutro ponownie. Oby nasze wysiłki nie poszły na marne i oby nasze obwarowania dały odpór nalotom wroga. W każdym razie, nie zamierzamy pertraktować - żaden rozejm nie wchodzi w grę.

30 czerwca 2008, 21:22:08 5 komentarzy

« Starsze wpisy

Nowsze wpisy »