[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Mój Tata
Musiał być rok 1988, albo pierwsza połowa 1989. Pamiętam jak dziś - pomagałem mamie nosić z kuchni herbatę na kolację. Idąc za nią w kierunku pokoju zapytałem:
- Mamo, a kiedy my będziemy mieć samochód?
Obróciła się w moim kierunku i spojrzała na mnie poważnie, żeby dać do zrozumienia, że nie żartuje.
- Nigdy.
- Jak to, nigdy? - zaoponowałem. - Rodzice moich kolegów mają samochody.
- Oboje z tatą jesteśmy nauczycielami. Nigdy nie będzie nas stać na samochód.
To przecież takie oczywiste - nauczyciele nie jeżdżą samochodami. Trzeba się z tym pogodzić i tyle. Dość już problemów przecież było z nabyciem zlewu za walutę kupioną w bramie od cinkciarza.
Dwadzieścia lat temu żadne z moich rodziców nie miało nawet prawa jazdy. Bo i po co? Ale wkrótce po rozpoczęciu przemian sytuacja zaczęła się zmieniać, bo tata rozpoczął pracę w prywatnej uczelni. Na początku lat dziewięćdziesiątych sprowadził do domu pierwszy komputer i drukarkę igłową. Od rana pracował na Uniwersytecie, popołudniami pisał książki i tłumaczył artykuły, a w weekendy prowadził zajęcia na studiach zaocznych. W 1992 roku zapisali się z mamą na kurs prawa jazdy. Pamiętam, jak obserwowałem ich na placu manewrowym na Widzewie Wschodzie, jak potrącali maluszkami pachołki. A po kursie powrót autobusem linii 85 do domu na Dołach. Tata nie chciał przypinać roweru do trzepaka obok samochodów, które pod błękitnym budynkiem przy Uniwersyteckiej stawiali jego studenci i w końcu udało mu się dopiąć swego.
Naszym czerwonym maluszkiem zjeździliśmy pokaźny kawałek Europy. Na Słowacji pobiliśmy nasz rekord wypakowania samochodu - razem z trójką uczniów z zepsutego autobusu było nas w aucie siedmioro. Samochód, a kilka lat później drugi (niebieskie Cinquecento), natychmiast stał się narzędziem. Rodzice, razem ze znajomymi nauczycielami, jeździli po całej Polsce, a także do Czech i na Słowację. Organizowali warsztaty dla nauczycieli, promowali nowoczesne metody nauczania dzieci, wozili ze sobą książki, które sprzedawali na miejscu. Czasami zabierali nas ze sobą - w jakimś brudnym hotelowym pokoju po raz pierwszy w życiu zobaczyłem karalucha.
Po kilku latach tacie udało się kupić drukarkę atramentową. Dzięki niej mógł drukować również późno w nocy, gdy już spaliśmy. W 1996 roku zapisał się na kurs korzystania z Internetu organizowany przez pracowników wydziału Matematyki UŁ. Przyniósł do domu podręczniki opisujące, w jaki sposób połączyć się z serwerem krysia i przy pomocy programu mail odbierać i wysyłać e-maile. W 2007 roku zaczął prowadzić bloga, do którego dodaje kilkanaście wpisów miesięcznie, a w 2005 ktoś opisał mojego tatę na Wikipedii. Odkąd ma iPhone'a, pocztę czyta na telefonie komórkowym.
W dniu ojca postanowiłem się wszystkim pochwalić, jakiego wyjątkowego mam tatę.
23 czerwca 2009, 19:16:37
Komentarze
Tym wpisem wywołałeś u mnie duży uśmiech. Twój tata na pewno też się ucieszył :)
Gratulacje! Można być dumnym z takiego Taty. To miłe, że Go doceniasz. Na pewno też jest mu bardzo miło, że ma takiego potomka :)
Dzięki! Ja też mam nadzieję, że sprawi mu to przyjemność.
Anonim, 23 czerwca 2009, 22:39:42Fajnie mieć takie Syna i być z niego dumnym! Wzruszyłem się. Dziękuję! TATA
Aniska, 25 czerwca 2009, 09:02:17jestem pod wrazeniem Jacku, na prawde wzruszajace ;)