[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
Dlaczego jeżdżę komunikacją miejską

Autor rysunku: Andreas Stolz
Komunikacją miejską poruszam się od ostatnich lat PRL. W pierwszej klasie podstawówki rodzice kupili mi migawkę na linię D, upewnili się, że będę wiedział jak trafić ze szkoły na przystanek autobusowy i dorobili mi komplet kluczy do domu. Na początku wydawało mi się to skrajnie niesprawiedliwie - wszystkich moich kolegów do szkoły przyprowadzały mamy, albo babcie, a ja musiałem stać sam i czekać aż wszyscy pożegnają się ze swoimi rodzicielkami.
Komunikacja w tamtych latach to było coś zupełnie innego. Bilety były dwustronne, rozkłady jazdy zawierały tylko informację, o której odjeżdża pierwszy i ostatni autobus/tramwaj i jak często średnio jeżdżą. Na większości przystanków nie było żadnych wiat, a o taborze nie napiszę, bo dwadzieścia lat temu Ikarusy nie były jeszcze tak zdezelowane. W drodze do szkoły udało mi się kiedyś biegiem dogonić autobus linii 57, który mi uciekł... po czterech przystankach (z siedmiu, które miałem do pokonania).
Przez te wszystkie lata korzystałem z systemów komunikacji miejskiej w wielu różnych miastach: jeździłem tramwajami nocnymi we Wrocławiu i tramwajem przekraczającym granicę niemiecko-francuską. Dwukrotnie nie udało mi się zrozumieć istotnego komunikatu w metrze: w Budapeszcie zostaliśmy wywiezieni o jedną stację za daleko, a w Amsterdamie metro nie dowiozło mnie do docelowej stacji. Korzystałem z fenomenalnie funkcjonujących systemów komunikacji zbiorowej w Paryżu, Berlinie i Nowym Jorku, jak również z "dziwnych" linii autobusowych w Wałbrzychu.
Przez te wszystkie lata spotkały mnie już chyba wszystkie możliwe nieszczęścia. Jechałem kiedyś z tak śmierdzącym żebrakiem, że kontroler biletów opuścił pojazd po oznajmieniu, że w takich warunkach pracować nie będzie. W 1998 roku zostałem napadnięty przez grupę kibiców Widzewa, którzy chyba przez całą drogę z Krakowa topili swoje smutki po meczu z Wisłą Kraków (a tak się cieszyłem, że jestem jedynym pasażerem). Kilka lat wcześniej wzywałem pogotowie do pasażera, który dostał ataku padaczki w tramwaju. O tak prozaicznych sytuacjach, jak kierowca autobusu zamykający drzwi tuż przed nosem, stłuczka tramwaju, zalane metro, pyskówki z kontrolerami i innymi pasażerami w ogóle nie wspominam..
I powiadam ja Wam: komunikacja miejska w Warszawie jest niezła. Co prawda daleko jej jeszcze do nawet takich miast jak Praga czy Sztokholm, ale i tak jest lepsza niż gdziekolwiek indziej w Polsce. Poza tym bije samochód na głowę.
- Nie martwię się o miejsce parkingowe, nie ryzykuję utraty lusterka, nie przeparkowuję samochodu do galerii handlowej, ani nie wypatruję Straży Miejskiej.
- Dojazd do pracy i z powrotem zajmuje mi zawsze prawie tyle samo czasu - awarie tramwajów zdarzają się mimo wszystko znacznie rzadziej niż stłuczki po drodze.
- Nie stoję w korkach i nie spędzam całego dnia w pozycji siedzącej.
- Zimą nie muszę oskrobać szyby, żeby dotrzeć do domu.
- Po pracy mogę bezproblemowo umówić się z kolegami na piwo.
- I to wszystko za jedyne 78 złotych miesięcznie.
Zainspirowany wpisem siwej.
03 stycznia 2010, 17:33:39
Komentarze
I to się nazywa pozytywne nastawienie. Zycie z przygodami jest znacznie ciekawsze. :D
Ja zrezygnowałem z autobusów, bo przejście od szkoły do przystanka busów (jestem dojeżdżającym) zajmuje mi 25-30 minut (rano mam podjazd prawie pod szkołę). No i mohery z MZK w Koszalinie to są okropnie wkurwiające.
"komunikacja miejska w Warszawie (...) i tak jest lepsza niż gdziekolwiek indziej w Polsce"
A tu się nie zgodzę, bo np. poznańska mi dużo bardziej pasuje (komkarty, przejrzystość sieci tramwajowej, świetne dopełnienie autobusami). Warszawa jako jedyna ma metro, ale tramwaje/autobusy ma IMO gorsze niż inne miasta (autobusy IMO gorsze nawet, niż w mojej malutkiej rodzinnej Zielonej Górze). No i w Warszawie udało mi się kiedyś oparzyć sobie rękę w autobusie -- stałem z tyłu, dotknąłem jakiejś blachy (pewnie nad silnikiem), gotowe. Zdaje się, że co jakiś czas autobusy w Wawie płoną.
Mam taką małą teorię -- utrzymanie metra pożera większą część forsy potrzebnej na utrzymanie komunikacji, więc "cała reszta" ma się relatywnie gorzej, niż w miastach metra pozbawionych. Albo efekt stolicy -- większe obciążenie, większe zużycie.
Ja mam to samo, ale za 44 zł mimo, że MPK Łódź... a szkoda słów ;-) Przynajmniej jest wesoło :P
mmazur, 04 stycznia 2010, 18:09:03Myśmy naumyślnie szukali (i znaleźli) mieszkania tak do paruset metrów od metra. I jeśli jedziemy do centrum, to tylko metrem.
Acz jeśli gdzie indziej, to autem, bo o ile jestem w stanie stwierdzić, zbiorkom w Wawie rozchodzi się głównie promieniście od centrum. Plus im bliżej centrum, tym większe zagęszczenie aut, więc póki się do tego centrum nie zbliża, to da się jeździć.
@paszczak000: 78zł to cena normalnego miesięcznego biletu (a właściwie - doładowania karty miejskiej) na wszystko, co jeździ w granicach miasta.
@mmazur: Mam odmienne zdanie co do zagęszczenia aut. Marszałkowska to chyba jedna z najbardziej pustych ulic w tym mieście - tuż przed świętami udało nam się odcinek od pl. Konstytucji do al. Jerozolimskich pokonać poniżej pięciu minut. I w samych Alejach też nie było większego ruchu.
@Hoppke: W Poznaniu byłem tylko raz i za dużo nie pojeździłem, ale jestem gotów bronić swojego zdania. Nie rozumiem o co chodzi z komkartą, ale wierzę, że wyjaśnisz. Przejrzystość sieci tramwajowej to trochę chybiony argument - Warszawa jest ponad trzykrotnie większym miastem od Poznania. Co do autobusów, to proponuję dane ze strony ZTM: "Już teraz w dni powszednie w szczycie komunikacyjnym kursuje 70% niskopodłogowych autobusów a w dni świąteczne zaś 94%." W Poznaniu 90% taboru to niskopodłogowce, ale tu znowu trzeba porównać skalę - po Poznaniu jeździ 277 niskopodłogowych autobusów, podczas gdy tylko w 2010 warszawskie MZA otrzyma 100 nowych autobusów. Zgadzam się, że z tramwajami jest nieco gorzej - po Warszawie jeździ zaledwie 15 nowoczesnych tramwajów (przy 25 w Poznaniu), ale miasto zamówiło już ponad 180 kolejnych.
Artur Nowosielski, 05 stycznia 2010, 00:34:41rzyjontko: Poznań ma PeSTkę.
Całkiem niezłą KM ma jeszcze Kraków. Najwięcej nowoczesnych tramwajów w .pl, prawie-szybki tramwaj, prawie wszystkie autobusy LF, częste zakupy taborowe, tunel tramwajowy. No i autobusy rzadko się tu palą. ;p