[Jacek Śliwerski]
(rzyjontko)Autor
Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.
A mogłem zostać terrorystą
"Zachód", Czepianie, Niepoważne
Okęcie
Przed wylotem do USA Karolina bardzo dokładnie sprawdziła, co można, a czego nie można wziąć ze sobą na pokład samolotu. Jej podstawowym zmartwieniem był zakaz wnoszenia płynów o objętości ponad 100ml. Znalazła jednak gdzieś przezroczystą kosmetyczkę (wszystkie płyny muszą się znajdować w jednej, wielokrotnie zamykanej przeźroczystej torebce plastikowej o pojemności do 1 litra
) i poprzelewała potrzebne jej kosmetyki do mniejszych buteleczek. Ja natomiast spakowałem mój scyzoryk (z którym nigdy się nie rozstaję) do walizki.
Na kontroli bezpieczeństwa musieliśmy pozbyć się pierwszego przedmiotu - budyniu, który zabraliśmy z (wyłączonej na czas naszej nieobecności) lodówki. Okazało się bowiem, że budyń jest traktowany jako płyn, a jego objętość przekraczała 100ml... najwyraźniej ze 150 ml budyniu też można zrobić bombę.
JFK
Przed powrotem do Polski zapomniałem spakować mój scyzoryk do walizki i miałem go (jak zwykle) w kieszeni spodni. Zorientowałem się dopiero po nadaniu walizki, gdy staliśmy już w kolejce do kontroli bezpieczeństwa. Żal mi go było niezmiernie, bo był jedyną moją pamiątką z wizyty w Szwajcarii.

Ale już wcześniej czytałem o tym, że zasady (zaklinane często formułką "It's the law") mogą być nieubłagane.
Pozostało mi więc tylko jedno rozwiązanie - zgrywać głupa. Wziąłem pudełko i włożyłem do niego wszystkie przedmioty, które miałem w kieszeni: klucze, portfel i scyzoryk... a po przejściu przez wykrywacz metalu odebrałem swój scyzoryk i schowałem z powrotem do kieszeni.
Morał: budyń stanowi znacznie większe zagrożenie niż nóż z dwoma ostrzami.
27 lipca 2008, 18:21:12 5 komentarzy
Atak gołębi
Od jakiegoś czasu prowadzimy wojnę z gołębiami. Przed naszą przeprowadzką balkon został oczyszczony z pięcioletniej warstwy ich odchodów, ale już po kilku miesiącach gołębie zaczęły wracać na "swój" teren. Na początku próbowaliśmy je ignorować i odganialiśmy od czasu do czasu. Niestety, gołębie postanowiły na dobre przejąć nasz balkon i chyba nawet wykurzyć nas z mieszkania. Codziennie rano, między piątą a szóstą rano, raczyły nas swoimi odgłosami, nie dając spać.
Naszym pierwszym kontratakiem było wystawienie kruka:

Niestety, nasz fortel szybko stracił na sile rażenia, w związku z czym dodaliśmy mu żółty wiatraczek. Ale i wiatraczek nie pomógł. Gołębie wciąż wracały.
Wreszcie pod koniec zeszłego tygodnia postanowiłem rozwiesić siatkę tak, aby zasłaniała cały balkon. Niestety, i to okazało się za mało, bo gołębie znalazły lukę przy ścianie. Zastawiłem ją deską - to ją przewróciły. Więc podparłem deskę drugą:
Dziś z rana gołębie przypuściły kolejny szturm. O 6:45 rano dwa gołębie, rzutem na siatkę, wdarły się na nasz balkon i zaintonowały pieśń bitewną. Nie mogliśmy im tego przepuścić. Po dwóch godzinach ciężkiej walki udało nam się odbić balkon i rozpoczęliśmy umacnianie naszych pozycji.
Niestety... nie pomogło. Idąc z przystanku tramwajowego do domu, zauważyłem wroga po naszej stronie szańców. Zakradłem się do domu, powolutku uchyliłem drzwi (wychodząc z domu zostawiłem uchylone okna i drzwi balkonowe), po czym wdarłem się do mieszkania. Na szczęście, było czyste. Skoczyłem do okna, żeby ocenić straty - trzech wrogów patrolowało teren. Poczekałem na posiłki (Karolina wyszła dzisiaj trochę później z pracy), po czym przystąpiliśmy do kontrataku. W pierwszej kolejności musieliśmy zniszczyć część umocnień, aby przy pomocy naszej jedynej broni

zmusić agresora do wycofania się przez tak przygotowany wyłom.
Po odzyskaniu naszych pozycji zabraliśmy się do dalszego okopywania. W tej chwili wygląda to tak:
Trzymajcie za nas kciuki, bo wróg z całą pewnością nadciągnie jutro ponownie. Oby nasze wysiłki nie poszły na marne i oby nasze obwarowania dały odpór nalotom wroga. W każdym razie, nie zamierzamy pertraktować - żaden rozejm nie wchodzi w grę.
30 czerwca 2008, 21:22:08 5 komentarzy
Niemiecki humor
Jeden z najbardziej rozpowszechnionych stereotypów o Niemcach każe wierzyć, że nie mają oni ani odrobinki poczucia humoru. Nawet reklamy Volkswagena wykorzystują ten obraz "sztywnych" Niemców, podsumowując to hasłem: My, Niemcy, nie mamy może najlepszego poczucia humoru. Ale kto chciałby mieć śmieszny samochód?
Badania PISA wykazały, że Niemcy nie należą do najbardziej rozgarniętych narodów w Europie, ale dały również impuls do autoironii. Poniższy obrazek opatrzony jest napisem: Badania PISA ujawniają, dlaczego stan uzębienia niemieckiej młodzieży jest tak zły
.
Jakiś czas temu można było zobaczyć plakaty akcji "Du bist Deutschland" ("Jesteś Niemcami"), która kojarzyła mi się z polską akcją "Obywatel IVRP". I tak jak w Polsce pojawiła się satyra dotycząca "obywatela IVRP zbierającego kwity na sąsiadów", tak samo w Niemczech powstały strony wyśmiewające ichniejszą akcję. Na przykład, jeden z oryginalnych plakatów zatytułowany był "Du bist August Thyssen" (Jesteś Augustem Thyssenem) i opatrzony był następującym mottem:
Twoja praca nie jest ważna, niczego nie zmienia? To bzdura. Gdy August Thyssen uruchamiał swój pierwszy zakład, nie przypuszczał, że jego stal wyprawi statki w morza, poruszy kolej i wzmocni budynki na całym świecie. Nie ma gazety niedzielnej bez chłopców roznoszących prasę, nie ma śniadania bez piekarza.
Nieistotne co robisz: jesteś ważny. Twój potencjał jest wartościowy. Posuwa naprzód, płynie, jedzie, zaopatruje, tworzy i żyje.
Na podstawie tego plakatu powstała poniższa satyra opatrzona tytułem "Jesteś Peterem Hartzem" (Peter Hartz, zanim został bohaterem skandalu korupcyjnego w Volkswagenie, stworzył ustawę wprowadzającą zapomogi dla bezrobotnych; zasiłki określa się od jego nazwiska mianem "Hartz IV").
Twoja praca nie jest ważna, niczego nie zmienia? To bzdura. Już od dawna nie masz żadnej pracy. Dobry humor ostatecznie straciłeś wraz z otrzymaniem Hartz IV. A zarząd Twojego zakładu pracy baluje na Twój koszt.
Nieistotne co robisz: Twój wizerunek legł w gruzach, Twój potencjał jest bezwartościowy. W najlepszym przypadku przywiedzie Cię przed sąd. Najlepiej od razu się poddaj.
Jakby tych podobieństw było mało, okazuje się, że Niemcy mają również swoje T.Love (Die Prinzen) z utworem "Das alles ist Deutschland" o wydźwięku zbliżonym do piosenki p.t. "To Wychowanie". Dokładnie w ten sam sposób Die Prinzen nabijają się z dziewiętnastowiecznego pojmowania patriotyzmu, co chyba w najlepszy sposób ilustrują dodatkowo te obrazki:
31 sierpnia 2007, 23:22:23 1 komentarz
Liga Światowa w bwin
Rozgrywki tegorocznej Ligi Światowej oglądamy za pośrednictwem serwisu bwin. Jak do tej pory, mecze o 17.30 były komentowane po niemiecku (z silnym akcentem austriacko-bawarsko-szwajcarskim), a te o 20 - po angielsku. Obydwaj komentatorzy zdają się być pod olbrzymim wrażeniem poziomu organizacji imprezy, którą niemieckojęzyczny spiker nazwał "siatkarskim świętem" (Volleyballfest).
Jednak największy zachwyt u Anglika wzbudził Kiss Cam. Nie wiem, czy w Polsacie można to zobaczyć, bo w przerwach nadawane są zapewne reklamy, ale między drugim i trzecim setem kamera krąży po widowni i "wyławia" siedzące (bądź stojące) obok siebie osoby. Jeśli taka para zostanie przez nią "ustrzelona" i zobaczy się na telebimie, musi się natychmiast pocałować i to niezależnie od płci i stopnia znajomości. Pomysł ten tak spodobał się komentatorowi, że nie mógł się on już doczekać końca drugiego seta w meczu Polska - USA, aby wreszcie zobaczyć the legendary Polish intermission entertainment.
14 lipca 2007, 18:28:14 2 komentarze
Międzynarodowe plany ekspansji imperium Tadeusza Rydzyka
Oto ulotka, którą znaleźliśmy w Starim Gradzie:

Tak, tak, moi mili... Radia Maryja można już słuchać nie tylko w Polsce i Chorwacji, ale "po cijelome svijetu"!
30 czerwca 2007, 13:02:28 1 komentarz
Bałkańskie leniuszki
Crash napisał w komentarzu do mojego mini słowniczka chorwacko-polskiego, że Chorwaci poznali się na nas... Tymczasem okazuje się, że dla południowców jesteśmy narodem ludzi żyjących w ciągłym pośpiechu. Udając się na Bałkany, należy nauczyć się dwóch zwrotów w tamtejszych językach:
- Nema problema oraz
- Sutra (czyli jutro).
W Dubrowniku, na przykład, widzieliśmy sklep z pamiątkami, w którym sprzedawano podkoszulki z napisem nema problema. W sieci nietrudno znaleźć sklepy posiadające taki asortyment.
Poziom lenistwa na Bałkanach różnicuje się wraz z długością geograficzną. Najpracowitsi są Słoweńcy, o których pozostali mieszkańcy byłej Jugosławii mówią, że to Prusacy. Następni w tej hierarchii są Chorwaci i Bośniacy. Tabelę zamykają Czarnogórcy, którzy lubią przekazywać "czerwoną latarnię" Albańczykom. Poniżej zdjęcie, które na początku czerwca (sic!) wykonaliśmy w czarnogórskim mieście Kotor:
Chorwaci opowiadają też następujący dowcip o Czarnogórcach.
Amerykanie postanowili zrealizować film o Czarnogórze. Ekipa filmowa przyleciała na Bałkany, nakręciła przepiękne pejzaże Boki Kotorskiej, Budvę i temu podobne atrakcje. Jednak po kilku dniach filmowcy stwierdzili, że obiektywizm nakazuje pokazać również prawdziwe życie mieszkańców tego małego i młodego kraju. Znaleźli więc i sfilmowali Czarnogórca leżącego sobie beztrosko pod drzewem.
Film okazał się ogromnym hitem, wobec czego (jak to w USA) postanowiono nakręcić jego drugą część. Ekipa powróciła zatem do Czarnogóry i pod tym samym drzewem znalazła tego samego Czarnogórca odpoczywającego w cieniu. Amerykanie nakręcili go więc ze wszystkich stron - z lewej, z prawej, z góry, pod słońce...
Film ponownie zachwycił publikę. Przebił nawet pierwszą część, a anonimowy Czarnogórzec stał się ikoną amerykańskiej kultury masowej. Zaczęto sprzedawać czapeczki, koszulki i kubeczki z jego wizerunkiem. Amerykanie postanowili więc nakręcić jeszcze jedną część sagi. Wrócili do Czarnogóry, gdzie (surprise, surprise) znaleźli tego samego Czarnogórca, pod tym samym drzewem. Opowiedzieli mu o tym, jak wielki sukces w USA odniósł film z nim w roli głównej i zapytali, czy nie zechciałby może chociaż przejść się dookoła drzewa, żeby urozmaicić trzecią część filmu. Na to Czarnogórzec odparł:
- Aktorem to może i ja jestem, ale przecież nie kaskaderem.
A wracając do Chorwacji - wszystkim wybierającym się na wakacje do tego uroczego kraju zwracamy uwagę, że w godzinach 13-17 sklepy i banki mogą być zamknięte.
28 czerwca 2007, 22:27:43 2 komentarze
O Szwedach i lodach
Było lato roku 2003. Razem z bratem jechaliśmy pociągiem z Trójmiasta do Warszawy. Obaj mieliśmy miejsca pod oknem, obaj czytaliśmy książki. Cztery inne miejsca zajmowała grupa zagranicznych turystów (Szwedów - jak się później okazało). Natomiast tuż za Gdańskiem do naszego przedziału dosiadł się pan w średnim wieku z dwoma dziewczynkami. Dzieci nie znały angielskiego dostatecznie dobrze, aby porozumiewać się z obcokrajowcami, więc prosiły opiekuna (który większą część podróży spędził na korytarzu) o tłumaczenie pytań na język angielski, a następnie odpowiedzi z powrotem na język polski (o ile same nie były w stanie ich zrozumieć). Po kilku minutach podróży dziewczynki zaczęły indagować siedzącego przy drzwiach blondyna w wieku ok. 25 lat.
- Do you have a girlfriend?
- Yes, I do - odpowiedział Szwed i wyciągnął z portfela zdjęcie.
- Beautiful. Do you sleep with her?
Po tym pytaniu praktycznie przestałem czytać. Nadal gapiłem się w książkę, ale nie byłem w stanie skoncentrować się na treści i widziałem, że mój brat również.
- What do you mean?
Nasz współpasażer z całą pewnością nie spodziewał się, że dziewczynka może być zainteresowana tymi sprawami. Może więc chodziło jej o co innego? Dziewczynka natomiast nie była w stanie stwierdzić, czy źle się wyraziła, czy też jest to jakaś forma odpowiedzi. Postanowiła więc pójść "na skróty".
- Do you like sex?
- I can't answer this question - odpowiedział zszokowany Szwed.
Wymieniliśmy z bratem porozumiewawcze spojrzenia i przysłuchiwaliśmy się rozwojowi wydarzeń w najwyższym skupieniu. Ale dzieci najwyraźniej speszyły się odmową odpowiedzi i przez kilkanaście minut rozmowa
toczyła się wokół zupełnie neutralnych tematów - psów, kotów, rodzeństwa. Aż...
- Do you like ice creams?
- Yes, I do.
- But do you like your ice creams?
Tego, oczywiście, obcokrajowiec zrozumieć po prostu nie mógł.
- I don't understand it. You mean - my ice cream in Sweden?
- No, not ice creams. You know, your ice creams. Do you like your ice creams?
Korzystając z krótkiej chwili, gdy dziewczynki opuściły przedział, aby upewnić się, że lody po angielsku to na pewno ice cream, wytłumaczyłem towarzyszom podróży, że chodzi zapewne o dmuchaną robotę
. Po powrocie dzieci do przedziału, Szwed spytał się w jakim są wieku... 12 lat. Taką uświadomioną młodzież mamy.
22 maja 2007, 19:26:49 6 komentarzy
Zapamiętać Konstytucję
Nie nudzi się ostatnio sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Jak czytam codzienne wiadomości, to odnoszę wrażenie, że życie kręci się tylko i wyłącznie wokół tej instytucji. Może spory dotyczące konstytucyjności uchwalanych przepisów wynikają z tego, że posłowie nie pamiętają naszej ustawy zasadniczej?
Obok niemieckiego parlamentu ustawiony jest (ku pamięci) rząd szklanych tafel, na których wypisane są prawa podstawowe:

Może nasi posłowie też by sobie coś takiego zafundowali? Do walorów edukacyjnych dodać należy również estetyczne, szczególnie w nocy.
12 maja 2007, 10:49:12 2 komentarze
Pokażmy Niemcom, kto jest Mistrzem Świata!
Słuchajcie! Ja tu od wczoraj nie mogę słuchać radia, bo cały kraj oszalał na punkcie zwycięstwa z Polską w jutrzejszym finale MŚ w piłce ręcznej. Zróbmy szwabom dowcip i pokażmy im, kto jest prawdziwym Mistrzem Świata!
Najpierw wchodzimy na sportal.de, przewijamy w dół i szukamy w prawej kolumnie ramki z nagłówkiem "Umfrage" (sonda). Sonda się nas pyta, czy reprezentacja Niemiec zostanie mistrzem świata. Klikamy "Nein" i obserwujemy wyniki ;]
Następnie wchodzimy na portal publicznej telewizji i klikamy w "Ihr Tipp: Wer wird Weltmeister?". Wybieramy Polskę i klikamy w "Abstimmen".
Wchodzimy też na Sport Bild. Tam Umfrage znajduje się również w prawej kolumnie... wiecie, co wybrać ;]
Na stronie Niemieckiego Faktu ankieta jest w lewej kolumnie. Pytają się nas, czy chłopaki z niemieckiej reprezentacji rozniosą Polaków. Wybieramy "Nie, Polacy są za silni!" i "Abstimmen".
Na koniec RTL. Pytają się nas, czy Niemcy dadzą radę zdobyć tytuł MŚ. Wybieramy zdjęcie naszych chłopaków opatrzone tekstem "Nie, Polacy wygrają. Nie utrzymamy tak wysokiego poziomu."
Miłej zabawy!
03 lutego 2007, 23:23:06 32 komentarze
Dlaczego na GMailu nadal wymagają zaproszeń?
Zastanawialiśmy się ze znajomymi w pracy dlaczego na GMailu nadal nie zlikwidowali systemu zaproszeń. Konta te dawno przecież przestały być elitarne, a popyt na nowe konta zmalał już chyba do wartości bliskiej zera (na co z pewnością wpłynął fakt, że każdy użytkownik ma tak ogromną ilość zaproszeń do dyspozycji). Czemu więc nadal nie można sobie "tak po prostu" założyć konta na GMailu?
Moje przypuszczenie jest takie, że system rejestracji poprzez zaproszenia napisał gość, który już w googlach nie pracuje i nikt nie ma pojęcia jak to teraz zmienić. Ale nie pytajcie skąd mi ten pomysł do głowy przyszedł.
16 stycznia 2007, 18:00:21 9 komentarzy
Kononowicz polskiej piłki
Przedwczoraj przeczytałem, że jedynym oficjalnym kandydatem na prezesa PZPN jest Ryszard Czarnecki (były minister bez teki w rządzie AWS, o którym mówiono, że rząd nie musi za niego płacić ZUSu z racji niepełnosprawności). Drugim kandydatem (choć tego jeszcze "oficjalnie" nie ogłosił) będzie z pewnością Jasiu - gość, który wie "jak wszystko zlikwidować". W tej sytuacji przyszłość polskiej piłki jawi mi się w czarnych barwach.
03 grudnia 2006, 11:10:53 3 komentarze
"Szkło Kontaktowe" to Web 2.0
W chwilach, kiedy nam sieć śmiga (czyt. jest ładna pogoda), słuchamy sobie TVN24. Właśnie sobie słuchamy Szkła Kontaktowego i przyszło mi do głowy, że program Sianeckiego i Miecugowa to prawdziwy magazyn Web 2.0. Dwa łby prowadzą serwis społecznościowy, którego logo ma ewidentnie zaokrąglone kształty.
30 listopada 2006, 22:25:48 2 komentarze
Nietypowe zaproszenie na browara
Kilka dni temu grupa znajomych ode mnie z pracy pochwaliła się na naszej wewnętrznej liście dyskusyjnej, że ich (załączony do rzeczonego mejla) artykuł został przyjęty na międzynarodową konferencję i w związku z tą sytuacją zapraszają wszystkich kolegów na prezentację połączoną z dyskusją panelową...
Artykuł (jak się później okazało) wygenerowali sobie przy pomocy odpowiedniego narzędzia, a mejl był tylko żartobliwym sposobem zaproszenia wszystkich na browarka.
Ale to nie koniec historii. Na ich mejla nadeszła po kilkunastu minutach odpowiedź pani prezes, w której pogratulowała całemu zespołowi sukcesu i życzyła kolejnych ;] Na szczęście chłopaki zachowali się odpowiedzialnie i wyjaśnili, że IPv4 nie daje się zastosować w odkurzaczach. Pani prezes nie ma się z resztą co dziwić - ma na codzień inne dokumenty do czytania. Tym bardziej zaś, że wygenerowane artykuły były już przyjmowane na konferencje.
17 października 2006, 19:34:19 1 komentarz

