Skip to: Site menu | Main content

Autor

Chłopak z Bałut (Dołów), po uniwerku i stypendium. Wiecznie zestresowane, przemądrzałe bezguście. Więcej na stronie domowej.

A mogłem zostać terrorystą

"Zachód", Czepianie, Niepoważne

Okęcie

Przed wylotem do USA Karolina bardzo dokładnie sprawdziła, co można, a czego nie można wziąć ze sobą na pokład samolotu. Jej podstawowym zmartwieniem był zakaz wnoszenia płynów o objętości ponad 100ml. Znalazła jednak gdzieś przezroczystą kosmetyczkę (wszystkie płyny muszą się znajdować w jednej, wielokrotnie zamykanej przeźroczystej torebce plastikowej o pojemności do 1 litra) i poprzelewała potrzebne jej kosmetyki do mniejszych buteleczek. Ja natomiast spakowałem mój scyzoryk (z którym nigdy się nie rozstaję) do walizki.

Na kontroli bezpieczeństwa musieliśmy pozbyć się pierwszego przedmiotu - budyniu, który zabraliśmy z (wyłączonej na czas naszej nieobecności) lodówki. Okazało się bowiem, że budyń jest traktowany jako płyn, a jego objętość przekraczała 100ml... najwyraźniej ze 150 ml budyniu też można zrobić bombę.

JFK

Przed powrotem do Polski zapomniałem spakować mój scyzoryk do walizki i miałem go (jak zwykle) w kieszeni spodni. Zorientowałem się dopiero po nadaniu walizki, gdy staliśmy już w kolejce do kontroli bezpieczeństwa. Żal mi go było niezmiernie, bo był jedyną moją pamiątką z wizyty w Szwajcarii.
Victorinox Standard Spartan
Ale już wcześniej czytałem o tym, że zasady (zaklinane często formułką "It's the law") mogą być nieubłagane.

Pozostało mi więc tylko jedno rozwiązanie - zgrywać głupa. Wziąłem pudełko i włożyłem do niego wszystkie przedmioty, które miałem w kieszeni: klucze, portfel i scyzoryk... a po przejściu przez wykrywacz metalu odebrałem swój scyzoryk i schowałem z powrotem do kieszeni.

Morał: budyń stanowi znacznie większe zagrożenie niż nóż z dwoma ostrzami.

27 lipca 2008, 18:21:12 5 komentarzy

Sztokholm

"Zachód", Wynurzenia

Jakiś czas temu Karolina wygrała w loterii Multikina bilety Polferries na dowolnie wybrany rejs w dowolnie wybranym czasie. Trzeba trafu, że udało jej się zarezerwować dla nas kajuty na rejs promem Scandinavia na trasie Gdańsk - Nynäshamn* - Gdańsk.

* - około 60 kilometrów na południe od Sztokholmu

Prom

Scandinavia Prom, którym płynęliśmy, to taki mały, pływający hotel. Kajuty nie są duże, ale z łazienką, w której (co było dla mnie zaskakujące) nie brakowało ciepłej wody pod wysokim ciśnieniem - ani rano, ani wieczorem. Poza tym, na promie znajduje się kilka restauracji, bary, kawiarnie, grill, sklepy, kantor, a nawet dyskoteka i mini-kasyno. W drodze do Szwecji oglądałem na dużym ekranie ściennym finał Ligi Mistrzów, a powrót uatrakcyjniony był finałem Eurowizji. Trudno mi sobie wyobrazić środek lokomocji, który umożliwiałby podróż w warunkach bardziej komfortowych, chociaż dodać trzeba, że rejs trwał osiemnaście godzin, a ceny na promie nie należały do najniższych (śniadanie kosztowało około 20zł na osobę).

Nynäshamn

W czwartek, o godzinie 12, wysiedliśmy z promu i okazało się, że przystań promowa znajduje się na pustkowiu. I tu po raz pierwszy mieliśmy okazję przekonać się, jak mogą czuć się turyści w Polsce - tak jak u nas wszelkie informacje dla podróżnych są w języku polskim, tak w Nynäshamn (ale także w Sztokholmie) wszelkie komunikaty, oznaczenia i rozkłady są po szwedzku. Tylko dzięki znajomości niemieckiego zorientowaliśmy się, że Ersättningsbus to (przez analogię z Ersatzverkehr) autobus zastępczy.

Tu krótka dygresja: gdy w Budapeszcie zaplanowaliśmy sobie podróż metrem na stację, która była akurat w przebudowie, na następnym przystanku nie brakowało drogowskazów do postoju "shuttle bus", na którym sytuacja wraz z informacją o opłatach była objaśniona w języku angielskim.

Autobusem zastępczym (czystym przypadkiem wsiedliśmy do autobusu linii 35X, a nie 35, która dojeżdża w to samo miejsce, ale dłuższą drogą) dotarliśmy do Västerhaninge, skąd pociągiem linii J35 dojechaliśmy do dworca centralnego. Tym samym autokarem co my jechała pani, której bagaż pojechał innym autobusem, ponieważ nie zdążyła wsiąść po włożeniu walizki do luku. Inna sprawa, że ustawianie rozkładu tak, aby jadące w tym samym kierunku autobusy odjeżdżały o tej samej godzinie, wydawało mi się do tej pory być specjalnością warszawskiego ZTM.

Sztokholm

Sztokholm Miasto jest, moim zdaniem, bardzo ładne i skromne. Nawet w nowoczesnej części centrum nie ma wysokościowców (porównaj z panoramą Warszawy). Mieliśmy piękną, słoneczną pogodę, ale temperatura i tak była sporo niższa niż w Polsce i cały czas wiało. Przypuszczam, że tam przez cały rok trzeba mieć ze sobą ciepłe ubrania.

Metro zorganizowane jest fantastycznie. Z dworca centralnego przechodzi się tunelem do stacji metra, z której odjeżdżają pociągi wszystkich siedmiu (sic!) linii. I choć Sztokholm położony jest na czternastu wyspach w cieśninie łączącej Bałtyk z jeziorem Melar, Szwedzi nie mieli problemów z wydrążeniem tuneli pomiędzy nimi. Przy tym niektóre z nich są położone znacznie głębiej niż w Warszawie, a tam gdzie nie było to konieczne (lub możliwe), metro jeździ po szynach na ziemi (z podobnym rozwiązaniem spotkałem się też w Amsterdamie). Dodam jeszcze, że Sztokholm jest miastem ponaddwukrotnie mniejszym od Warszawy.

Szwecja a sprawa polska

Tymbark Po raz kolejny natknęliśmy się na soki Tymbark. Cieszy mnie niezmiernie, że chociaż jedna polska firma próbuje budować swoją markę na zachodzie i to nie na najniższej, ale na najwyższej, "półce".

Sporo polskich akcentów zaobserwowaliśmy w całym mieście. Właściwie, to całe muzeum Wazy jest jednym, wielkim polskim akcentem, w którym zobaczymy rzeźby polskiej szlachty na kolanach i makietę przedstawiającą przebieg bitwy pod Oliwą. I przy każdym takim eksponacie znajduje się coś na kształt usprawiedliwienia:

Poland and Sweden were at war in the 1620s.

Poza tym natrafiliśmy na intensywną promocję Polski w ogrodach królewskich. A już tak zupełnie z przymrużeniem oka: radio Szopena i ciekawa pisownia "apple pie".

Pozostałe zdjęcia znajdują się w galerii Karoliny. Zdjęcie promu wykonane przez Szymona Nitkę znalazłem na flickrze.

28 maja 2008, 22:34:53 Dodaj komentarz

Niemiecki humor

"Zachód", Niepoważne

Jeden z najbardziej rozpowszechnionych stereotypów o Niemcach każe wierzyć, że nie mają oni ani odrobinki poczucia humoru. Nawet reklamy Volkswagena wykorzystują ten obraz "sztywnych" Niemców, podsumowując to hasłem: My, Niemcy, nie mamy może najlepszego poczucia humoru. Ale kto chciałby mieć śmieszny samochód?

Badania PISA wykazały, że Niemcy nie należą do najbardziej rozgarniętych narodów w Europie, ale dały również impuls do autoironii. Poniższy obrazek opatrzony jest napisem: Badania PISA ujawniają, dlaczego stan uzębienia niemieckiej młodzieży jest tak zły.
Badania PISA ujawniają...

Jakiś czas temu można było zobaczyć plakaty akcji "Du bist Deutschland" ("Jesteś Niemcami"), która kojarzyła mi się z polską akcją "Obywatel IVRP". I tak jak w Polsce pojawiła się satyra dotycząca "obywatela IVRP zbierającego kwity na sąsiadów", tak samo w Niemczech powstały strony wyśmiewające ichniejszą akcję. Na przykład, jeden z oryginalnych plakatów zatytułowany był "Du bist August Thyssen" (Jesteś Augustem Thyssenem) i opatrzony był następującym mottem:

Twoja praca nie jest ważna, niczego nie zmienia? To bzdura. Gdy August Thyssen uruchamiał swój pierwszy zakład, nie przypuszczał, że jego stal wyprawi statki w morza, poruszy kolej i wzmocni budynki na całym świecie. Nie ma gazety niedzielnej bez chłopców roznoszących prasę, nie ma śniadania bez piekarza.

Nieistotne co robisz: jesteś ważny. Twój potencjał jest wartościowy. Posuwa naprzód, płynie, jedzie, zaopatruje, tworzy i żyje.

Jesteś Augustem Thyssenem

Na podstawie tego plakatu powstała poniższa satyra opatrzona tytułem "Jesteś Peterem Hartzem" (Peter Hartz, zanim został bohaterem skandalu korupcyjnego w Volkswagenie, stworzył ustawę wprowadzającą zapomogi dla bezrobotnych; zasiłki określa się od jego nazwiska mianem "Hartz IV").

Twoja praca nie jest ważna, niczego nie zmienia? To bzdura. Już od dawna nie masz żadnej pracy. Dobry humor ostatecznie straciłeś wraz z otrzymaniem Hartz IV. A zarząd Twojego zakładu pracy baluje na Twój koszt.

Nieistotne co robisz: Twój wizerunek legł w gruzach, Twój potencjał jest bezwartościowy. W najlepszym przypadku przywiedzie Cię przed sąd. Najlepiej od razu się poddaj.

Jesteś Peterem Hartzem

Jakby tych podobieństw było mało, okazuje się, że Niemcy mają również swoje T.Love (Die Prinzen) z utworem "Das alles ist Deutschland" o wydźwięku zbliżonym do piosenki p.t. "To Wychowanie". Dokładnie w ten sam sposób Die Prinzen nabijają się z dziewiętnastowiecznego pojmowania patriotyzmu, co chyba w najlepszy sposób ilustrują dodatkowo te obrazki:

31 sierpnia 2007, 23:22:23 1 komentarz

Strajki i protesty

"Zachód"

Z 14 dni bieżącego miesiąca, które zostały opisane na niemieckiej Wikipedii, połowa zawiera doniesienia o strajkach na kolei. Akcja protestacyjna trwa dalej, a na czwartek zapowiadana jest kolejna tura negocjacji.

W kwietniu przeciwko restrukturyzacji niemieckiego molocha telekomunikacyjnego (posiadającego znacznie wyższy udział w tutejszym rynku niż TP S.A. w Polsce) strajkowali pracownicy, których planowano poprzenosić do mniejszych spółek świadczących usługi na rzecz telekomu. Pięćdziesiąt tysięcy ludzi nie chciało wyrazić na to zgody w obawie przed utratą pracy i koniecznością pracowania 38 zamiast dotychczasowych 35 godzin tygodniowo za niższą niż do tej pory pensję.

W zeszłym roku protestowali również lekarze ze wschodnich landów, których oburzenie wywołują różnice w zarobkach między wschodem i zachodem kraju. Media alarmowały wówczas, że młodzi, zdolni lekarze wolą wyemigrować do Irlandii, Szwecji albo Norwegii, gdzie mogą znaleźć lepiej płatną pracę.

Niskie zarobki lekarzy budzą sprzeciw, strajkujący kolejarze budzą gniew... brzmi znajomo? Może dlatego, że nasze kraje nie różnią się od siebie tak znacznie, jakby się to mogło wydawać.

15 lipca 2007, 20:53:47 1 komentarz

Liga Światowa w bwin

"Zachód", Niepoważne

Rozgrywki tegorocznej Ligi Światowej oglądamy za pośrednictwem serwisu bwin. Jak do tej pory, mecze o 17.30 były komentowane po niemiecku (z silnym akcentem austriacko-bawarsko-szwajcarskim), a te o 20 - po angielsku. Obydwaj komentatorzy zdają się być pod olbrzymim wrażeniem poziomu organizacji imprezy, którą niemieckojęzyczny spiker nazwał "siatkarskim świętem" (Volleyballfest).

Jednak największy zachwyt u Anglika wzbudził Kiss Cam. Nie wiem, czy w Polsacie można to zobaczyć, bo w przerwach nadawane są zapewne reklamy, ale między drugim i trzecim setem kamera krąży po widowni i "wyławia" siedzące (bądź stojące) obok siebie osoby. Jeśli taka para zostanie przez nią "ustrzelona" i zobaczy się na telebimie, musi się natychmiast pocałować i to niezależnie od płci i stopnia znajomości. Pomysł ten tak spodobał się komentatorowi, że nie mógł się on już doczekać końca drugiego seta w meczu Polska - USA, aby wreszcie zobaczyć the legendary Polish intermission entertainment.

14 lipca 2007, 18:28:14 2 komentarze

Korupcja, afery, skandale

"Zachód"

Peter Hartz, twórca niemieckiego systemu zasiłków dla bezrobotnych (nazywanych [zasiłków, nie bezrobotnych] od jego nazwiska Hartz-IV), jako członek zarządu Volkswagena sprzeniewierzył w sumie ok. 2,6 miliona eur. Za te pieniądze kupował sobie głosy poparcia związkowców dla reform w firmie. Wypłacane one były zarówno w formie różnego rodzaju premii, jak również służyły do finansowania przewodniczącemu rady zakładowej przelotów luksusowym samolotem z prostytutkami na pokładzie.

38 milionów eur wypłynęło z kont Siemens AG poprzez tzw. czarne kasy, których operacje nie były księgowane. Do dziś nie wiadomo, na co te pieniądze zostały wydane, ale przypuszcza się, że wykorzystywano je do wygrywania niektórych przetargów. Rozwiązanie wszystkich zagadek może być jednak dosyć trudne w obliczu ostatniej rezygnacji ze stanowiska przewodniczącego komisji antykorupcyjnej.

Dwudziestu pięciu osobom postawiono już zarzuty (cztery z nich zostały aresztowane) w związku z aferą korupcyjną dotyczącą przetargu na budowę autostrady A72. Straty landu Saksonii szacuje się na 27 milionów eur.

Najnowsza afera w Saksonii obraca się wokół powiązań sędziów i policjantów ze światem przestępczym. Prostytucja nieletnich, niewyjaśnione zabójstwa i samobójstwa to prawdopodobnie tylko wierzchołek góry lodowej, do której ciężko będzie się dostać z powodu zniszczenia akt wielu spraw.

To pierwszy wpis z (mam nadzieję) trochę dłuższego cyklu, przy pomocy którego mam nadzieję pokazać, jak niewiele różni się Polska od innych, bogatszych krajów. Ludzie są na całym świecie tacy sami - Anglicy i Niemcy uważają, że "swojego" turystę za granicą najłatwiej poznać po skarpetkach założonych do sandałów.

07 lipca 2007, 17:37:16 3 komentarze

Niemcy wprowadzają drugi filar

"Zachód", Czepianie

W Niemczech do dziś funkcjonuje system emerytalny, który kilka lat temu został w Polsce zastąpiony rozwiązaniem trójfilarowym. Działa to w dużym skrócie w ten sposób, że składki emerytalne odciągane z mojej pensji są na bieżąco wypłacane aktualnym emerytom. Otrzymałem nawet ulotkę zachwalającą tę metodę ubezpieczenia jako niezależną od stanu gospodarki (o starzeniu się społeczeństwa nawet się w niej nie zająknęli). I o ile w 1957 roku całkiem rześko to działało, bo na jednego emeryta przypadało ośmiu płacących składki, tak teraz na dwóch emerytów przypada trzech pracujących i system przestaje wyrabiać.

Niemcy wpadli więc na genialny pomysł: skorzystać z rozwiązań stosowanych już w krajach ościennych - Polsce i Szwajcarii - i wprowadzić drugi filar ubezpieczenia emerytalnego. Jak pomyśleli, tak zrobili. Postanowili jednak być przy tym mądrzejsi od sąsiadów i, zabijcie mnie, ale ja po prostu nie rozróżniam tutejszego drugiego i trzeciego filara. Obydwa są dobrowolne i nie są częścią płaconego przeze mnie już teraz ubezpieczenia emerytalnego (ponad 21%; dla porównania, w Polsce na pierwszy filar oddaje się 12,22%, a na drugi - 7,3%). Jedyną różnicą jest chyba zobowiązanie pracodawców do poinformowania pracowników o możliwości ubezpieczenia w drugim filarze.

W związku z tym, w zeszłym tygodniu odwiedził nas pan reprezentujący dużą firmę z Kanady. Poinformował nas, że istnieje coś takiego jak drugi filar, a jego firma chętnie wszystkich ubezpieczy. Posługiwał się przy tym retoryką rodem z podręcznika dla komiwojażera - "Kto z Państwa da mi jedno euro za dwa? Bo widzą Państwo, nasza oferta do tego się właśnie sprowadza (z dokładnością do inflacji, ale o tym nie chcą przecież Państwo słyszeć - przyp. autora)". Pewnie pomyślał, że skoro idzie do polskiej firmy, to będzie mówił do pracowników budowlanych. A tu się okazało, że ma mówić do ludzi wykształconych, którzy podejrzliwie podchodzą do "prezentów". Na domiar złego, zastał prawie samych Niemców, których trudno przekonać, że Allianz nie jest lepszym rozwiązaniem od nikomu nieznanej kanadyjskiej spółki. W tej sytuacji niezbyt dobrym posunięciem było pochwalenie się, że firma ta unika niemieckich podatków dzięki prowadzeniu swojej działalności z Irlandii.

18 czerwca 2007, 22:26:54 7 komentarzy

Zapamiętać Konstytucję

"Zachód", Niepoważne

Nie nudzi się ostatnio sędziom Trybunału Konstytucyjnego. Jak czytam codzienne wiadomości, to odnoszę wrażenie, że życie kręci się tylko i wyłącznie wokół tej instytucji. Może spory dotyczące konstytucyjności uchwalanych przepisów wynikają z tego, że posłowie nie pamiętają naszej ustawy zasadniczej?

Obok niemieckiego parlamentu ustawiony jest (ku pamięci) rząd szklanych tafel, na których wypisane są prawa podstawowe:
Niemiecka Konstytucja
Może nasi posłowie też by sobie coś takiego zafundowali? Do walorów edukacyjnych dodać należy również estetyczne, szczególnie w nocy.

12 maja 2007, 10:49:12 2 komentarze

Radio. Wpada w ucho. Zostaje w głowie.

"Zachód"

Od kilku tygodni niemieckie stacje radiowe (ja słucham w samochodzie Energy, a Karolina - PSR) nadają reklamy... radia. Za każdym razem jest to 30-sekundowy, zabawny spot. Tłumaczenia dwóch z nich postanowiłem tutaj zamieścić.

Pierwszy spot wypowiadany jest przez dosyć zdenerwowanego mężczyznę:

Halo! W tym mieście jest ok. 2500 samochodów średniej klasy dopuszczonych do ruchu. Mniej więcej 100 z nich to kabriolety. A wśród tych 100 kabrioletów średniej klasy jest prawdopodobnie tylko jeden Savrera czerwony-metalik. I kierowcy tego właśnie średniej klasy kabrioletu - czerwonej Savrery - chciałem powiedzieć: dziękuję za stłuczkę i ucieczkę z miejsca zdarzenia, ty dupku. Jeśli masz szczęście, policja znajdzie cię szybciej niż ja.

Do drugiego, głosu użyczyła sympatyczna staruszka, która przezabawnie unosi się emocjami, a jednocześnie łagodnie oferuje upieczenie ciasta:

Drogi panie prezydencie Bush. Telefonicznie nie udało mi się z panem skontaktować. Dlatego teraz w radiu... Chodzi o sąsiadkę na wschodniej granicy mojej posiadłości. Ona należy do Osi Zła! I chciałam pana prosić o wyzwolenie tego terytorium spod jej okupacji. Żołnierze mogą stacjonować na moim terenie... Upiekę też ciasto. Greetings. Gre.. Gertrude Scheberludwig.

Za każdym razem spot kończy się krótkim hasłem, pointującym całą kampanię reklamową.

Przez radio dotrzecie zawsze do właściwych ludzi. Radio. Wpada w ucho. Zostaje w głowie.

Również tym, którzy nie znają języka niemieckiego, polecam wysłuchanie tych fragmentów: Auto, Bush.

06 maja 2007, 22:15:59 1 komentarz

Wolność słowa w Chinach

"Zachód", Wynurzenia

Wczoraj wybraliśmy się na wykład Joachima Holtza. Pan Joachim jest dziennikarzem ZDF, czyli drugiego programu tutejszej telewizji publicznej. W latach osiemdziesiątych był korespondentem w NRD i Moskwie, w latach dziewięćdziesiątych w Stanach Zjednoczonych, a od 1998 nadaje z Pekinu.

Niby każdy wie, że Chiny to kraj komunistyczny. Niby każdy zdaje sobie sprawę z tego, że obowiązuje tam cenzura. Niby wszyscy pamiętają o masakrze na Tiananmen. Niby... bo przecież Chiny kojarzą się ostatnio z dwucyfrowym wzrostem gospodarczym, 140 milionami internautów, organizacją Olimpiady, poruszającym się z prędkością ponad 400km/h Transrapidem, produkcją elektroniki i takimi obrazkami:
Szanghaj

Ale dziennikarzom reżim nie odpuszcza. Mechanizm jest bardzo prosty: prawo zabrania publikacji informacji tajnych. Niestety, dziennikarze nie mogą sami z siebie unikać informacji tajnych, bo nie wiedzą, co jest tajne. Nie wiedzą, bo to też jest tajne. Dla ich (dziennikarzy) wygody, każda redakcja wyposażana jest w odpowiedniego urzędnika, który towarzyszy ekipie przy zbieraniu wszelkiego rodzaju informacji. Konfiskaty taśm są na porządku dziennym. A ponieważ pan Joachim zapewnił nas (nie kryjąc dumy), że nigdy nie oddali właściwej taśmy, niektórzy policjanci każą na miejscu przewinąć taśmę i nadpisać ją czymś innym.

Nie brzmi to specjalnie strasznie, a w każdym razie - nie dla Polaka. Na mnie największe wrażenie wywarła informacja o tym, w jaki sposób zorganizowano akcję ratunkową po wypadku na budowie metra w Pekinie kilka tygodni temu. Zamiast ściągnąć profesjonalne ekipy ratunkowe, do gruzów wysłano budowniczych, odbierając im uprzednio telefony komórkowe... bo przecież na to mamy cztery ściany i sufit, żeby brudy prać we własnym domu.

27 kwietnia 2007, 22:04:54 4 komentarze

Święta w Berlinie

"Zachód"

Postanowiliśmy nie jechać do Polski na Święta. Byliśmy już dwa razy. Za każdym razem musieliśmy czekać po kilka godzin na granicy, pomimo że celnicy nie sprawdzali żadnych dokumentów. Ostatnim razem postanowiliśmy nawet zrezygnować z luksusu jazdy fragmentem A4, omijając Bolesławiec przez Jelenią Górę. I tym razem stwierdziliśmy, że dla dwóch dni z rodziną po prostu się nie opłaca. Zamiast tego udaliśmy się do Berlina, gdzie na Święta ugościła nas koleżanka Karoliny ze studiów. Warto wspomnieć kilka ciekawostek z naszego wyjazdu:

  1. Każdemu, kto zamierza odwiedzić stolicę Niemiec, polecamy restaurację Angus, w dzielnicy Kreuzberg. Trzystugramowy stek z grilla, z porcją frytek i masłem ziołowym kosztuje 5,25€. Zupa pomidorowa (i to nie taka z papierka, tylko gęsta, ze śmietaną) kosztuje jedno euro. Najedliśmy się tam niesamowicie, a na dodatek obsługiwała nas polska kelnerka - żyć, nie umierać!
  2. Do polskiej obsługi mieliśmy więcej szczęścia - pozdrawiamy również panią Agnieszkę z kawiarni Häagen-Dazs przy Hackescher Markt.
  3. W Wielki Piątek, w metrze, dowiedzieliśmy się z wiadomości, że na przejściu granicznym we Frankfurcie nad Odrą zrobił się 50km korek. Jeśli stałaś/stałeś w nim, to wiedz, że łączyliśmy się z Tobą w bólu.... buahahaha.
  4. Generalnie rzecz ujmując, były to dla nas Święta bez kolejek - nie tylko nie czekaliśmy na granicy, ale również nie odstaliśmy 2 godzin w celu zobaczenia misia Knuta, nie weszliśmy do Bundestagu, ani na wieżę telewizyjną przy Alexanderplatz.
  5. Na śniadanie w pierwszy dzień Świąt jedliśmy między innymi jajka po fryzyjsku... ponoć. Były bardzo dobre, więc dzielimy się przepisem i ceremoniałem:
    1. Jajko na twardo obieramy ze skorupki i przekrajamy wzdłuż na pół.
    2. Ostrożnie wyjmujemy żółtka, będą potrzebne w całości później.
    3. Do powstałego otworu wsypujemy szczyptę soli i pieprzu, nakładamy odrobinę musztardy, wlewamy kilka kropel octu i oleju.
    4. Otwór zamykamy żółtkiem odwróconym w drugą stronę (wypukłym do góry).
    5. Całą połówkę jajka wkładamy do ust.
    6. Drugą połówkę przygotowujemy w ten sam sposób, ale tak zmieniając ilość dodatków, żeby bardziej nam smakowała.
    Oczywiście, całą procedurę należy wielokrotnie powtarzać, świetnie się przy tym bawiąc. Nie ma mowy o podaniu gotowych jajek - każdy musi przygotować je sobie sam.

No a zdjęcia z wyjazdu można znaleźć we flickrowym profilu Karoliny.

11 kwietnia 2007, 19:25:17 1 komentarz

Strach przed nieznanym

"Zachód", Czepianie, Narcyzm, Wynurzenia

Twórcy polskich (choć może powinienem po prostu napisać nieamerykańskich) serwisów internetowych odznaczają się dwoma cechami:

  1. Obawą przed konfrontacją.
    Amerykanie dysponują dodatkowymi źródłami wiedzy i doświadczeniami, niedostępnymi dla pozostałych. Tworzą swoje oprogramowanie w kosmicznym tempie, bo korzystają ze znacznie lepszych narzędzi i zaawansowanych technologii, które do nas jeszcze nie dotarły. Poza tym ich metodyka pracy znacznie przewyższa nasze standardy. Za każdym razem, kiedy my skopiujemy wreszcie ich zdobycze, oni odskakują nam na kilka lat do przodu - po prostu nie ma na nich rady. Zamiast z nimi walczyć, lepiej bacznie się przyglądać temu, co robią... i, ewentualnie, kopiować ich pomysły, zanim sami zdążą zlokalizować swój produkt na potrzeby polskiego rynku.
  2. Brakiem znajomości języków obcych.
    Wielu ludzi uważa, że nasz kraj jest zacofany, niedojrzały, a na rynku brakuje odbiorców dysponujących odpowiednią siłą nabywczą. Internet jest medium, przy pomocy którego można w niedrogi sposób dotrzeć do odbiorców z całego świata. Tylko trzeba się z nimi jakoś porozumieć. Nie wierzę, że językiem angielskim biegle potrafi się posługiwać 72% polskich biznesmenów. Zamiast pytać, jak oceniają swoją znajomość angielskiego, należałoby raczej spytać, jak często rozmawiają po angielsku ze swoimi partnerami za granicą bez obecności tłumacza. Bierna znajomość języka angielskiego i zerowa znajomość kultury i obyczajów obcych krajów jest - i będzie - główną barierą docierania na inne rynki. Przytoczę tutaj anegdotkę o tym, jak to jeden z dyrektorów wpadł na genialny pomysł hasła reklamującego nasz produkt w Niemczech: "Sieg! Erfolg! Expansion!"

Polskich firm, które podbiły świat, jest co najmniej kilka. Istnieją już polskie firmy (np. Q-workshop), które globalny rynek podbiły poprzez Internet. Myślę, że przyszedł już czas na pierwszy polski serwis, który podbije cały świat (przynajmniej w obrębie własnej niszy) i wierzę, że niedługo to nastąpi. Kto wie, może to właśnie open-tran.eu nim będzie? Z całą pewnością nie będzie to serwis "społecznościowy", raczej konkretny produkt oferujący konkretną wartość dodaną.

Ja obcych się nie boję (a Niemców, Angoli i Amerykanów w szczególności). Kiedyś się chwaliłem, że zostałem zacytowany w publikacji Microsoft Research. Od tego czasu ilość cytowań zdążyła jeszcze wzrosnąć. A że byłem również wśród 91% autorów publikacji odrzuconych na ICSE 2006, porażek się nie boję.

To takie moje 3 grosze w dyskusji o innowacjach, pomysłach i realizacjach.

25 lutego 2007, 17:27:33 1 komentarz

Pokażmy Niemcom, kto jest Mistrzem Świata!

"Zachód", Niepoważne

Słuchajcie! Ja tu od wczoraj nie mogę słuchać radia, bo cały kraj oszalał na punkcie zwycięstwa z Polską w jutrzejszym finale MŚ w piłce ręcznej. Zróbmy szwabom dowcip i pokażmy im, kto jest prawdziwym Mistrzem Świata!

Najpierw wchodzimy na sportal.de, przewijamy w dół i szukamy w prawej kolumnie ramki z nagłówkiem "Umfrage" (sonda). Sonda się nas pyta, czy reprezentacja Niemiec zostanie mistrzem świata. Klikamy "Nein" i obserwujemy wyniki ;]

Następnie wchodzimy na portal publicznej telewizji i klikamy w "Ihr Tipp: Wer wird Weltmeister?". Wybieramy Polskę i klikamy w "Abstimmen".

Wchodzimy też na Sport Bild. Tam Umfrage znajduje się również w prawej kolumnie... wiecie, co wybrać ;]

Na stronie Niemieckiego Faktu ankieta jest w lewej kolumnie. Pytają się nas, czy chłopaki z niemieckiej reprezentacji rozniosą Polaków. Wybieramy "Nie, Polacy są za silni!" i "Abstimmen".

Na koniec RTL. Pytają się nas, czy Niemcy dadzą radę zdobyć tytuł MŚ. Wybieramy zdjęcie naszych chłopaków opatrzone tekstem "Nie, Polacy wygrają. Nie utrzymamy tak wysokiego poziomu."

Miłej zabawy!

03 lutego 2007, 23:23:06 32 komentarze

Jak hosting, to nie w Polsce

"Zachód", Czepianie

Ostatnio szukałem hostingu. Miałem jednak przy tym dosyć... nietypowe wymagania. Problem polega na tym, że czasami potrzebuję sobie uruchomić jakąś swoją usługę, która byłaby dostępna przez Internet z całego świata. Pogadałem ze znajomymi z pracy, którzy polecili mi wynająć sobie wirtualny serwer. Tak się akurat składa, że jeden z nich wynajmuje serwer dedykowany w strato.de i jest bardzo zadowolony. Zajrzałem na stronę i okazało się, że firma owa oferuje również serwery wirtualne za niewygórowaną (jak na mój gust) cenę.

Pomyślałem sobie jednak, że przecież taką samą usługę mogę sobie zamówić w Polsce. Wybrałem się na poszukiwania do googli. Hasło "serwery wirtualne" zwróciło całą listę firm zajmujących się hostingiem, ale żadna z nich nie oferuje pełnego dostępu do maszyny. Bo trzeba tu wiedzieć, że usługi hostingowe są różnej maści:

Ponieważ serwer potrzebuję do własnej zabawy, a nie do prowadzenia poważnego biznesu, postanowiłem znaleźć taki właśnie wirtualny serwer, na którym zainstalowałbym sobie moją ulubioną dystrybucję Linuksa i uruchomił na niej wszystko to, co mi do zabawy potrzebne. I jeszcze tydzień temu byłem wprost przekonany, że w Polsce nikt nie oferuje usług tego typu. Ale łażąc w weekend po różnych stronach, trafiłem na firmę Warsaw DataCenter, która takie usługi udostępnia.

Udałem się na ich stronę, aby sprawdzić, ile ta przyjemność może kosztować... Sama usługa ukryta jest pod maluteńkim guziczkiem z napisem vps (virtual private server). Wchodzimy, a tam tabelka z informacją o trzech różnych planach taryfowych. Różnią się one powierzchnią dysku (max to 8GB, w najtańszym planie w strato.de użytkownik dysponuje dziesięcioma GB), ilością transferu (max 110GB, najtańszy plan w strato obejmuje 500GB) oraz liczbą adresów IP. Nie ma informacji o ilości dostępnego RAMu bądź maksymalnej ilości wirtualnych serwerów przypadających na fizyczny komputer. Ale co tam (sobie pomyślałem) - przynajmniej miałbym do czynienia z kimś, kto mówi po polsku. Niestety, cen też na tej stronie nie znalazłem. W ramach desperacji wypełniłem formularz zamówienia oferty. Wpisałem swoje dane, adres email i numer telefonu, wcisnąłem "Rejestruj"... Operacja nie powiodła się, gdyż nie wypełniłem obowiązkowego pola "Nazwa firmy". WTF? Od kiedy nazwa firmy jest obowiązkowym polem? Nic to, pomyślałem, i wpisałem "osoba fizyczna". Dziś (czyli po upływie DWÓCH dni roboczych) otrzymałem mejla od pana Grzegorza Pilarskiego informującego mnie, że firma WDC nie świadczy usług osobom fizycznym.

Postanowiłem więc pana Grzegorza poinformować, że istnieją firmy na tym kontynencie, które oferują hosting wirtualnych serwerów, uruchamianych "od ręki" dla każdego klienta. Na stronie strato.de nie musiałem szukać ceny, nie musiałem szukać warunków, nie musiałem szukać niczego. To nie ja walczę o usługodawcę, to usługodawca walczy o mnie. Za kwotę 40eur można na rok wynająć serwer wirtualny z wybraną domeną. Przy zamówieniu podałem numer telefonu, na który przyszedł kod potwierdzający zamówienie. Po tym jak go wpisałem na odpowiedniej stronie, serwer został przygotowany do pracy w ciągu... może godziny. No, ale widać firma WDC ma tak olbrzymią ilość klientów firmowych, że nie opłaca się schylać po takich szaraczków jak ja... Życzę powodzenia.

30 stycznia 2007, 18:45:50 10 komentarzy

Światła cały rok - nie na "Zachodzie"

"Zachód"

Kilka lat temu jechałem ze znajomym samochodem na trasie Wrocław - Sobótka i (mimo że był to środek lata) miał on zapalone światła mijania. Zapytany, dlaczego zapala światła w taką słoneczną pogodę, odpowiedział, że chce postępować jak prawdziwy Europejczyk i jeździ przez cały rok z włączonymi światłami... bo na "Zachodzie" tak postępują.

Historia ta przypomniała mi się przy okazji nowo uruchomionego bloga innego mojego znajomego, który (jak wnioskuję z jego wpisu oraz linku do akcji promującej takie zachowania) jest również zwolennikiem "całorocznych świateł".

W Niemczech nie ma obowiązku jazdy z włączonymi światłami przez całą dobę. Ani zimą, ani w lecie. I myli się także każdy, kto sądzi, że pomimo to Niemcy jeżdżą z włączonymi światłami - wolą oszczędzać paliwo (na klimę). Bez włączonych świateł jeździłem samochodem też po Francji, krajach Beneluksu, Szwajcarii, Czechach (choć niedawno wprowadzono tam ten absurdalny przepis), Słowacji, Węgrzech i Rumunii. Widać nie wszędzie politycy mają czas na otaczanie swoich obywateli tak troskliwą opieką. Oby naszym ustawodawcom również tego czasu zabrakło.

19 stycznia 2007, 21:49:11 12 komentarzy

Last.Fm po polsku

"Zachód", Wynurzenia

Last.Fm zaproponowało mi dzisiaj przejście na język polski! Pewnie już wszyscy o tym zdążyli napisać i ja jestem ostatni spóźniony, ale ostatnio miałem problemy z dostępem do sieci... a dzisiaj nie miałem również ogrzewania i ciepłej wody... takie to właśnie życie na emigracji ;]

19 grudnia 2006, 22:33:11 1 komentarz

Tatsächlich... Polen

"Zachód", Wynurzenia

Skończyliśmy prezentację, o której pisałem ponad tydzień temu. Dzięki wydatnej pomocy joggerowiczów (z RioTem na czele) udało się ją uzupełnić o dodatkowe zdjęcie. Ponadto przyszły nam do głowy kolejne pomysły i w efekcie powstała prezentacja, którą zatytuowaliśmy "Tatsächlich... Polen", na wzór niemieckiego przekładu tytułu filmu "Love Actually". Zapraszamy do przeglądania i komentowania. Może jakieś błędy znajdziecie? Zapraszamy również tych, co się boją języka niemieckiego, nie ma go za wiele.

15 grudnia 2006, 22:20:07 Dodaj komentarz

Nowoczesny kraj młodych, wykształconych

"Zachód", Wynurzenia

Moja dziewczyna musi na zajęcia przygotować krótką (3 minutową) prezentację, która zachęciłaby ludzi do zrobienia czegoś. Ponieważ jest jedyną Polką w grupie, najbardziej oczywistym pomysłem wydaje się zachęcenie grupy do odwiedzenia Polski. Jak to zrobić? Wspólnie uznaliśmy, że dobrą strategią będzie zaprezentowanie stanowiska, które zaprzecza tzw. obiegowej opinii, czyli Polska jest nowoczesnym krajem młodych, wykształconych ludzi. Oczywiście wszystko poprzemy silnymi argumentami, a kto już wcześniej mnie czytał, ten wie że takimi dysponuję. Zapraszam do wycieczki i proszę o pomoc w uzupełnianiu informacji.

Zacząć chcielibyśmy od jakiegoś obrazka zapuszczonej wsi. Najlepiej, żeby jakiś wóz pełen siana był powożony przez wąsatego chłopa w czapce uszance. Takich klimatów szukam, żeby móc je skontrastować ze zdjęciem Warszawy:
Warszawa
i zaraz po tym powinien pójść drugi cios:
Warszawa
Ale żeby ktoś nie pomyślał, że Warszawa = Polska, lecimy ze zdjęciami z Wrocławia:
Wrocław
Katowic:
Katowice
Kielc:
Kielce
i Łodzi:
Łódź
Zdjęcia mają zrobić tylko dobre wrażenie nowoczesności. Na koniec idzie Łódź, bo mamy tabelkę porównującą C.H. Manufaktura z Altmarkt-Galerie Dresden:

C.H. ManufakturaAltmarkt-Galerie Dresden
Powierzchnia270 000m226 000m2
Miejsca pracy42001000
Sklepów360100
Miejsca parkingowe3500500

Jeśli dodamy do tego, że Manufaktura jest tylko trochę większa od największego centrum handlowego w Niemczech, to już trudno jest się przyczepić. Ale my mamy w planach dalsze ciosy. Poniższa tabela (ze strony PAIiIZ) zbiera odsetek populacji zdobywającej wykształcenie wyższe w grupie wiekowej 20-24 lat.

 %
Polska45.2
Niemcy35
Holandia34.4
USA33.9

Oczywiście nie zapominamy o Solarisach, które jeżdżą po Dreźnie, a ostatnio również po Bremie - nie dlatego, że są tanie, ale dlatego, że są nowoczesne. Podkreślić przy tym warto, że autobusy te są nie tylko produkowane w Polsce, ale również projektowane.

To na razie tylko szkic i taka luźna zbieranina pomysłów. Dlatego liczę na Wasze wsparcie i kreatywność. Najbardziej brakuje mi zdjęć zacofanych, a jednocześnie jednoznacznie kojarzących się z Polską. Przydałoby się jakieś dobre zdjęcie Wałęsy, wieśniak (już wspominałem), może jakaś babulinka sprzedająca oscypki...

Żeby ta prezentacja miała trwać 45 minut, to by ją można było jeszcze lepiej podzielić i pokazać, że Polacy potrafią również aktywnie wypoczywać w górach:
Zakopane
i na wodzie:
Łeba

Czekam na komentarze.

04 grudnia 2006, 20:29:54 15 komentarzy

Polskie firmy podbijają świat?

"Zachód", Wynurzenia

Tyle się mówi o polskich eksporterach napędzających wzrost gospodarczy, podczas gdy przeciętny Polak nie ma pojęcia, które to firmy. Nie dziwi mnie to szczególnie, bo sam bardzo często się dziwię dowiadując się, że firma X jest tak naprawdę firmą polską. A oto kilka przykładów.

Solaris to mój ulubiony przykład polskiej firmy, która bez żadnych kompleksów zalewa swoimi produktami rynki międzynarodowe. Na poniższym zdjęciu znajduje się dokładnie taki autobus, jakim dzisiaj wracałem do domu (i nawet tej samej linii):
Solaris w barwach DVB AG
Autobusy Solaris jeżdżą nie tylko po Dreźnie, ale jeszcze po 43 innych niemieckich miastach i w ogóle w 16 europejskich krajach. Firma doczekała się nawet swojego wpisu w Wikipedii.

W branży odzieżowej mamy całe zatrzęsienie polskich firm i marek. Zacznę od Reserved, bo cała Praga oplakatowana jest ich reklamami:
Reklama Reserved
Z innych firm, które mnie jeszcze kiedyś zaskoczyły (tym, że są z Polski) wymienię jeszcze Top Secret, Atlantic i Gino Rossi.

Polska oczywiście ani techniką ani odzieżą stoi, ale oczywiście pięknymi krajobrazami, krystalicznie czystą wodą i zdrowymi owocami. Poniższego Tymbarka kupiłem w pobliskim Kauflandzie parę dni temu:
Tymbark

Ciekawe jeszcze ile mnie takich niespodzianek czeka.

08 listopada 2006, 19:07:24 6 komentarzy

Benzyna

"Zachód", Wynurzenia

Korzystając z dnia wolnego przypadającego w Święto Reformacji oraz jednego dnia urlopu, wybraliśmy się do Pragi. W drodze powrotnej zatankowaliśmy sobie do pełna i tak naszły mnie 2 refleksje:

  1. Nie można było zatankować Pb98, za to była Pb91. Myślałem, że Niemcy zaszli najdalej ze swoją Pb92, ale widać myliłem się. Ciekawe, czy można gdzieś jeszcze mniej-oktanową benzynę zatankować.
  2. Dziś mija ostatni dzień dziewiątego miesiąca odkąd tu mieszkamy i jak dotąd udawało nam się na tyle skutecznie unikać tankowania na miejscu, że zostawiliśmy tylko 15 eur na stacji benzynowej. No ale przy cenie 1,23 za litr, to trudno się dziwić. Ciekawe jak długo nam się tak jeszcze będzie udawać.

31 października 2006, 19:07:40 1 komentarz

Opera Wrocławska w natarciu

"Zachód"

Wczoraj zauważyłem, że naprzeciwko mojego domu zawieszono plakat reklamujący Operę Wrocławską i aż z zachwytu zrobiłem zdjęcie:

Plakat Nibelungów

I tak się zastanawiam: czy ja go do tej pory nie dostrzegałem, czy też powiesili go dopiero teraz (ostatnie reklamowane przedstawienie odbyło się prawie dwa tygodnie temu)? Zamierzałem pochwalić Operę za międzynarodową ofensywę, ale teraz zastanawiam się, czy nie powinienem napisać o zwykłym braku profesjonalizmu.

27 października 2006, 19:57:41 4 komentarze

Polski sportowiec wszechczasów

"Zachód"

Zgodnie z wczorajszą obietnicą zamieszczam linka do zdjęć z wczorajszego konkursu letniej GP w Klingenthal, gdzie ku naszej olbrzymiej uciesze wygrał Adam Małysz.

Siedzieć musieliśmy niestety na schodach, bo wolnych miejsc po prostu nie było.

Tak wygląda kibic Polski na zawodach letniej GP w skokach.

No a to mistrz we własnej osobie.

Adam Małysz

Pozostałe zdjęcia można znaleźć w galerii Karoliny.

PS: Wiem, że teraz jest moda na Kubicę, ale śmiem wątpić, aby kiedykolwiek udało mu się osiągnąć taką pozycję w F1 jak Adamowi w skokach. Wczoraj ponad 12 tysięcy niemieckich fanów krzyczało "Zieh!", gdy Małysz leciał po zwycięstwo.

01 października 2006, 19:57:17 Dodaj komentarz

Adam Małysz mistrzem jest

"Zachód"

Właśnie wróciliśmy ze skoczni w Klingenthal, gdzie najwybitniejszy polski sportowiec wygrał zawody letniej Grand Prix. Ponad 12 tysięcy ludzi przybyło na skocznię, z czego chyba tylko my we dwoje kibicowaliśmy naszym skoczkom (ktoś jeszcze powiewał polską flagą, ale w sektorze VIPów, więc pewnie delegacja PZN). Po ostatnim skoku sami skakaliśmy z radości. Atmosfera w ogóle była świetna, organizatorzy sami chyba nie spodziewali się aż takiej ilości ludzi. Szkoda, że nie było więcej rodaków... za to w drodze powrotnej minęliśmy kilkadziesiąt samochodów na polskich rejestracjach i drugie tyle TIRów. Może jutro uda się wrzucić jakieś zdjęcia.

30 września 2006, 21:01:19 3 komentarze

Miłość braterska

"Zachód"

Wywiad z Schumacherem, po ogłoszeniu, że wycofuje się z F1 po zakończeniu sezonu.

Nikogo?

10 września 2006, 16:55:10 4 komentarze

Eryka Sztajn... co? WTF?

"Zachód"

Dzień w dzień. Tydzień w tydzień. Miesiąc w miesiąc. Nie ma takiej możliwości, żebym wszedł na onet albo gazeta.pl, a tam nie było ani słowa o niejakiej Eryce S.

Jakiś czas temu rzuciłem tym nazwiskiem znajomemu z pracy (dla tych co mnie nie znają: mieszkam w Dreźnie). Skwasił minę, bo pomyślał, że to rzeczywiście ktoś znany i niezły obciach, że ja znam jakąś popularną Niemkę, o której nigdy nie słyszał.

Dzisiaj zapytałem grupę innych trzech znajomych z pracy, czy wiedzą kim jest ta Pani. Żaden z nich, nigdy nie słyszał tego nazwiska. A to wszystko ludzie z wyższym wykształceniem, czytający codzienną prasę, oglądający telewizję, słuchający radia. Więc ja się pytam: kto ją wykreował, po co i dlaczego akurat w Polsce?

08 września 2006, 20:17:58 3 komentarze

Niemiecki system bankowy

"Zachód"

Specjalna komisja śledcza do spraw banków powinna się zdecydowanie przenieść do Niemiec. Tam (a właściwie to tu) bowiem system bankowy wymaga potężnego wstrząsu, żeby zaczął działać tak dobrze, jak w Polsce.

Pierwsza rzecz, jaką się tu w pierwszej kolejności odczuwa, to jak wolno tu wszystko działa. Przelew z jednego mojego konta na drugie moje konto w obrębie tego samego banku, wprowadzony on-line potrafi tutaj trwać nawet 4 dni robocze. Dla porównania: taki sam przelew w mBanku nie trwa nic, a ostatnio dziewczyna przelewała mi pieniądze ze swojego konta w Kredyt Banku i pieniądze były już następnego dnia.

Innym zaskoczeniem było dla mnie, że w Niemczech w ogóle nie istnieje takie coś jak bank internetowy. Banki udzielają klientom dostęp do konta przez Internet, ale bank bez oddziałów? Po długich poszukiwaniach natrafiłem na Deutche Kredit Bank, który co prawda oddziały ma, ale jako chyba jedyny prowadzi konta bez opłat (nie wliczam kont studenckich). Jakość i ilość dostępnych usług jest nieporównywalnie gorsza niż we wspominanym już mBanku, ale spójrzcie jak to w ogóle wygląda (pozmieniałem kwoty i pousuwałem różne inne numery, które z całą pewnością Cię nie interesują ;]):

Free Image Hosting at www.ImageShack.us

Obrazek prezentuje listę operacji na koncie. Dla tych, co nie znają niemieckiego kilka objaśnień:

Też masz wrażenie, że ten system został stworzony dla księgowych? Wcześniej miałem konto w Volksbanku i było identycznie, więc to nie jest kwestia pojedynczego egzemplarza.

04 września 2006, 21:00:39 4 komentarze